czwartek, 9 kwietnia 2015

Nestle, Princessa Orzechowa

Myśląc Princessa przed moimi oczami ukazuje się obraz Princessy Kokosowej, zupełnie nie wiedzieć czemu. Myślę, że jest to spowodowane przeogromnymi jej ilościami, którymi się zajadałam za małolata. Princessa Orzechowa? I tu musiałam zastanowić się nieco. Czy przez ostatnie prawie 22 lata życia ja w ogóle ją jadłam? Krótkie kontemplacje i analizy doprowadziły mnie do jednego jedynego wniosku: NIE. Nadszedł więc jej czas - Princessa Orzechowa od Nestle dziś więc.









Przyznam szczerze, mam jakąś dziwną słabość do wszelkich wafelków, choć jakoś nie przepadam za waflowym posmakiem. Gdzie tu logika? Logiki brak w końcu jakby nie było jestem kobietą. Nie wiedzieć czemu, mimo całego mojego zamiłowania, tony takich i podobnych produktów zalegają (zalegały) w moim magicznym pudełku. Wzięłam je więc w obroty.







Po rozdarciu bardzo ładnego, estetycznego, elegancko skomponowanego opakowania w jasnych barwach w nos aż bije orzechowoczekoladowy aromat. Bardzo przyjemny, delikatny aczkolwiek jednoznaczny bukiet jasno dał mi do zrozumienia, że będę mieć do czynienia z czymś raczej dobrym, raczej orzechowym i raczej czekoladowym. Mój zmysł węchu został zawładnięty przez orzechową woń, która jest jedną z moich ulubionych. Orzechy laskowe bowiem, już dawno temu skradły me serce. Z resztą czyjego serca nie?

Wafelek sam w sobie nie zaskakuje wyglądem. W sumie jak wafel może zaskakiwać? Musiałabym mieć bardzo nudne życie by mnie jakoś zachwycił. Ot - gruba, długa, brązowa sztaba. A raczej brązowo-beżowa, gdyż cienka warstwa czekoladowej polewy nie była w stanie przykryć wafelka. Środek skrywał w sobie kilka warstw skomponowanych w sposób ABABABetc - czyli wafel-krem, jak we wszystkich tego typu produktach. Część stała - wafel - był dość gruby, natomiast nadzienia nieco poskąpiono, co niestety stanowiło dla mnie wielki minus. 

Przechodząc do smaku i konsystencji.. Princessa Orzechowa okazała się być po prostu "OK". Wafelek był chrupiący i wypieczony. Bardzo aromatyczny. Krem był również smaczny: mocno orzechowy, bardzo słodki. Połączenie to, związane dodatkiem czekolady okazało się być strzałem w 10! Jedyne co mnie mocno zadziwiło to konsystencja. A może raczej zachowanie produktu? Mimo chrupkości baton bardzo szybko rozpuszczał się w buzi (magia?) pozostawiając jedynie posmak orzecha i czekolady. Interesujące doznanie. 






Podsumowując Princessa w wersji orzechowej to bardzo dobry wafelek. Może nie jest najlepszy.. Ale zapewniam Was że nie najgorszy. Moim zdaniem warto się na skusić i spróbować. Zdecydowanie polecam słodyczomaniakom, którzy lubią cukrowe zawirowania :)



Nazwa: Nestle, Princessa Orzechowa
Producent: Nestle Polska S.A.
Skład: czekolada mleczna (32%) (cukier, tłuszcz kakaowy, pełne mleko w proszku, miazga kakaowa, oleje roślinne (palmowy, shea, illipe), serwatka w proszku (z mleka), emulgator (lecytyny), aromat), mąka pszenna, olej palmowy, cukier, serwatka w proszku (z mleka), orzechy laskowe (1.5%), kakao w proszku (1%) o obniżonej zawartości tłuszczu, odtłuszczone mleko w proszku, substancje spulchniające (węglany amonu, węglany sodu), emulgatory (lecytyny, E476, aromat (z olejem z orzechów arachidowych), sól. Może zawierać śladowe ilości orzechów arachidowych, innych orzechów i soi.
Waga: 37g
Wartość odżywcza (B/W/T)/100g: 6/57/30
Kcal/100g: 524
Gdzie kupić: Tesco
Cena: 1.09zł




Ocena: 4/5

32 komentarze:

  1. Lubię je, ale po prostu mam ogromną świadomość, że kiedyś były smaczniejsze. Może po prostu wybredniałam xDD ale naprawdę nie zapomnę jak byłam mała i pierwszy raz zjadłam kokosową princesse... obłęd ^^ teraz od dwóch lat nie mogę sb wydarować, że jak si pojawiły lody z nestle princessa kokosowa i orzechowa to nie kupiłam tej drugiej. Bo kokosowa do tej pory jest a o orzechowej słuch zaniknął xDD do tej pory sb pluje w twarz :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja nie jadłam ich mega dawno. Musiałabym sięgnąć po kokos by na własnej skórze przekonac się jak i czy się zmieniły :)

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Ja tylko Kokos, aż dziw że ten okaz mi w łapki nie wpadł :)

      Usuń
  3. My też w dzieciństwie wprost pożerałyśmy Princessy kokosowe :D I własnie z tym smakiem nam się te wafelki kojarzą :D Ale trzeba przyznać, że ostatni raz kiedy je jadłyśmy może miał miejsce ze dwa lata temu i jakoś nie specjalnie nas do nich ciągnie, może dlatego, że teraz same sobie dostarczamy przeróżne ciacha z dużą ilością kokosu ;) A za orzechowymi wafelkami nigdy nie przepadałyśmy (obojętnie jakiej firmy), tak samo zresztą jak za smakiem toffi ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja od toffee również stronię, brrr ale orzeszek zawsze spoko :)
      Dziwne, że zazwyczaj wybiera się wafelki czekoladowe.. Ale jak już Princessa to tylko kokos! Chyba sobie do niej wrócę :)

      Usuń
  4. Ja go bardzo lubię :P Jest taki chrupiący :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chrupiący a zarazem delikatny! To jest coś :) Magia!

      Usuń
  5. uwielbiam wafelki ale tutaj jestem bardzo wybredna wszak to mój ulubiony produkt. najbardziej lubię wszystkie kokosowe, a princessa kokosowa to już chyba mój ideał, chociaż milkowe nussini depcze jej po piętach i w sumie nie wiem, który jest lepszy. :) kolejnymi są śmietankowe i wszelakie mleczne. orzechowe i kakaowe mniej lubię chociaż mi się zdarzy zjeść i dobry jest wafelek z lidla kakaowy, tak mi się teraz przypomniało, polecam. nie cierpię za to wszelkich toffi i karmelowych bo o ile w batonach te wersje są świetne, tak w wafelkach wychodzą sztucznie, bez smaku. princessa to czołowy producent jeżeli chodzi o wafelki i chyba jest jednym z moich ulubionych. orzechowej wersji nie jadłam bardzo dawno bo jak już wspomniałam rzadko sięgam po ten smak ale jestem pewna, że jest smaczna jak każda princessa. :D muszę kiedyś dla przypomnienia kupić tą i czekoladową. ostatnio za to smakowała mi bardzo princessa zebra ale pewnie to dlatego, że to moje mleczne klimaty. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wszystkie kokosowe mówisz? Niebawem przedstawię Ci pewien produkt o którym mi będzie się ciężko pisało i wracało myślami a Tobie zapewne ciężko czytało :) Tak czy siak Princessa Kokosowa to twór wybitny!
      Toffee i u mnie jakoś odpada.. Jednak dla Was wszystko więc myślę że i po takiego się ukłonię nawet na najniższą półkę! :)
      Zebra, czekolada.. Dalej leżą w moim pudle co by Was nie zanudzić recenzjami na jedno kopyto :)

      Usuń
    2. ooo to w takim razie nie mogę się doczekać w takim razie tej recenzji! :D my czytelnicy dziękujemy za poświęcenie i próbowanie nawet nieulubionych smaków :D zebra jak już mówiłam dobra ale rozumiem to, że na blogu musi być różnorodność tak więc będę cierpliwie czekać. :)

      Usuń
    3. Kiedyś stracę przez Was życie.. Ale droga do tej śmieci będzie mega słodka :)

      Usuń
  6. Jeden z ulubiencow mojego Mezczyzny. Ja nie przepadam za takimi wafelkami i daaawno nie jadlam, a ta wersje smakowa to juz w ogóle ledwo pamietam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak pisałam, dla mnie to chyba pierwszy meeting z tymże Nestlowym cudem :) Myślę że nie wrócę do niego prędko ale miło, całkiem przyjemnie będę wspominać :)

      Pozdrowienia dla Twojego Mężczyzny, ma świetny gust! Co do słodyczy i.. Kobiet of course ;D

      Usuń
  7. Na każdą wzmiankę o Princessie, moją pierwszą myśl też stanowi wersja kokosowa :D A co do takich wafelki, moim faworytem jest najzwyklejsze Prince Polo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Prince Polo kojarzy mi się z zawartością szafki mojej Cioci, Ciocio-Babci raczej. Siostry mojego Dziadka. Tam zawsze był zapasik Prince'ów różnych gabarytów. A ja siedziałam i jadłam. Zapewne kiedyś pojawi się on tu u mnie.. Ale to raczej.. Jeszcze troszkę na to poczekamy.

      Magia Princessy, dla każdego istnieje tylko Kokos wersja ;>

      Usuń
  8. Lubię Princessę, ale wolę Prince Polo. Przynajmniej czuję, że coś jem ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak, to nie jest tak jak z Princessą. Prince Polo, to o ile dobrze go pamiętam, kawał solidnego wafla. Wafla chrupiącego, wypieczonego, grubego. Takiego który długo nie da o sobie zapomnieć. Do tego gruba ciemna pokrywa czekoladowa, głębokogorzka, aromatyczna, kakaowa.. I krem który gdzieś tam dogrywa całość. Oj tak. Chcę go jeść :D Mój Prince, gdzie Ty jestes?!

      Usuń
  9. Wiesz co? Właśnie uświadomiłaś mi, że gdy słyszę "Princessa", również myślę "kokosowa". Może nie jadłam jej jakoś szczególnie dużo w dzieciństwie, ale na pewno najczęściej ze wszystkich wafelków Nestle. Inna sprawa, że w ogóle kocham wafelki za ich kruchość, niepozorność, słodycz... o mamo, wafelki <3 Paradoksalnie wcale często ich nie kupuję, bo musiałabym zjeść co najmniej dwa, żeby się najeść, kiedy przy batoniku wystarcza mi jeden. No i wafle, lekkie i pozornie korzystne dla figury, mają zgubną ilość kalorii, więcej nawet niż batony.

    W przyszłości na pewno i u mnie pojawią się recenzje, głównie myślę o Princessach właśnie, Grześkach (tu z kolei ulubiony orzechowy :)) i Prince Polo (a tych nie lubię za bardzo, twarde i dziadowskie :D).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czytając komentarze dochodzę do wniosku że Princessa to chyba istnieje dla ludzi jedynie w wersji kokosowej :D
      Do zabawnych wniosków więc doszłam. Nie ma co, blogsfera rozwija. No i suma summarum sama sobie narobiłam ochoty na to cudeńko :)

      U mnie zaczynam Princessą, następnie przejadę przez 2 wafle marki x, czyli twór Lidla (przyznam okradłam Brata ze słodyczy) :> A później? A później co Bozia da.. A raczej co sobie kupię. Ale też nie samymi waflonami człowiek żyje. Nie chciałabym Was tu zanudzić :) I tak gorzej być nie może ;D

      Usuń
  10. Ale jak to nie jadłaś wersji orzechowej nigdy wcześniej Oo Nigdy? Nigdy, nigdy?Jadłam tą wersję i kokosową, ale głównie jak mi mamuśka kupoała słodycze to częściej sięgała po Prince Polo, który kiedyś był pyszny. Teraz ja sama sięgam po księżniczkę, a księcia głównie olewam.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wstyd się przyznać ale naprawdę nie jadłam :o :D
      Ciekawe jak Księciunio trzyma się po latach. Również daaaaaaawno go nie jadłam :)

      Usuń
  11. Kiedyś moją ulubioną Princessą była mleczna. Z wiekiem doceniłam kokosową i teraz po żaden inny smak nie sięgam. Nawet nie wiem, czy orzechową kiedykolwiek jadłam. :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Matko a już się bałam że siedzę w tym sama :o
      Kokosowa klasyk ;)

      Usuń
  12. Ja lubię najbardziej ''zebrę'', a smakiem dzieciństwa jest mleczna :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mleczną kiedyś gdzieś tam jadłam.. A zeberka leży w pudełku, kurzy się i czeka na lepszy czas :)

      Usuń
  13. Odpowiedzi
    1. Chyba nie doszukałam się tu osoby która by mówiła że "nie lubi" :) Co wcale nie jest dziwne :)

      Usuń
  14. Princessy nie znoszę -jest za delikatna i sztuczna moim zdaniem. Od Nestle lubię tylko Maxera. A najlepsze sród wafelków są: Prince Polo i Czekowafel od Wedla.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czymże jest Maxer? Chyba lecę spytać wujka Google :) Również jestem za Prince'm a Czekowafla nie miałam okazji jeść :(

      Usuń
  15. Nie pamiętam czy ten wafelek mi smakował. ;-; (Prawie) wszystko orzechowe lubię.
    I tak też Princessa kokosowa było częścią mojego dzieciństwa - wtedy najlepszy wafelek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj to tak jak ja! Jeżeli widzę orzecha na opakowaniu od razu wyobrażam sobie Bóg wie co. Dobrze, ze nie aż tak często się zawodzę :)
      Kokosowa to klasyk - że jej jeszcze nie ma na blogu ! Dziw! :)

      Usuń