Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Żabka. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Żabka. Pokaż wszystkie posty

piątek, 14 sierpnia 2015

Nestle, Lion

Ten ból.. Kiedy jesteś, w powiedzmy, dobrej połowie wpisu i twierdzisz, że nie ma on najmniejszego nawet sensu. Kasujesz każdą z liter i impetem zamykasz laptopa. Po czym, po dobrej połowie godziny wracasz z podkulonym ogonem, tym razem do innego produktu. "Będzie lepiej" masz w głowie. I jakby jest. Chyba nie dostanę dziś orderu "mistrza słowa". Ba, nie dostanę nawet talonu na balon za te, przysięgam, wymuszone wręcz zdania. Muszę zacząć spisywać moje myśli, te które kłębią się w chwilach natchnienia - rzadkich to rzadkich ale jednak, by nie mieć problemu w takie dni jak ten dzisiejszy.

Kiedyś tam - gdzieś tam, pod jednym z wpisów znalazłam komentarz, by wziąć się za produkty Nestle. O ile sobie przypominam, komentarz był anonimowy. Jeśli czytasz te moje wypociny w dalszym ciągu drogi Anonimie, wiedz że masz dedyka w tym miejscu - wpis robię z myślą o Tobie. Specjalnie dla Ciebie ruszyłam również na poszukiwania, które zakończyłam sukcesem z zadowoleniem twierdząc "smaczne to będą testy". Tak więc dziś na blogu, jeden z moich ulubionych kiedyś batonów, (gdzie "ulubione" to pojęcie szerokie dość, jak ostatnio pisałam z resztą) Lion od Nestle właśnie.

sobota, 25 lipca 2015

Bahlsen, Hit Creme Brulee

Czasem życie staje się zbyt skomplikowane. Czasem sama się w nim gubię. A czuć się zagubionym we własnej egzystencji to problem. Wielki problem.. Taka sztuka wyborów. Chcę by było dobrze, jest dobrze.. Po czym, zmiana o 180 stopni. Są sytuacje, które zwalą z nóg nawet najbardziej gruboskórnego twardziela (mnie). Kiedy nic nie wiem, nie rozumiem. Kiedy pęka serce, a nic nie mogę zrobić. Kiedy jest zbyt późno na jakikolwiek ruch. Zbyt późno.. Trzeba płacić za bardzo dawne błędy - wybory. Wysoką cenę. 

Po tym niezrozumiałym dla nikogo wstępie przejdę do konkretów, dla których wszyscy tu obecni spotykamy się co jakiś czas. "Edycja limitowana" - i wiem, że przepadłam. Ostatnimi czasy, na ten właśnie napis reaguję natychmiastowo. Wkładam w pospiechu produkt do kosza, biegnę do kasy.. I dopiero w domu zastanawiam się głębiej czy było warto. Tym razem.. Przecież to Hit'y. Kocham wersję klasyczną! Później.. Nie jadłam żadnych. Bo dieta, bo redukcja, bo jestem gruba, bo będę tłusta. Cóż..

czwartek, 9 lipca 2015

Tago, Mini Rolls Cocoa

Zaczynam! Zaczynam coś totalnie nowego. Coś zupełnie innego. Zaczynam żyć! Ekscytacja na wysokim poziomie. Tak w skrócie, bo wiele ale to wiele teraz się dzieje.. I dziać będzie. Czyż to nie jest cudowne? :)

Po tych pełnych entuzjazmu zdaniach, przechodzę zgrabnie do recenzji. Recenzji nie byle jakiej, bo produktu nad którym krążyłam niczym sęp nad padliną. W sumie dlaczego to robiłam? Nie widzę sensu.. Kobiety.. Nie przedłużając, bo dzień ten jest zbyt piękny, ja sama już przebieram nogami na samą myśl o.. O tym wszystkim - zaczynam, a Wy razem ze mną - Tago, Mini Rolls Cocoa.

czwartek, 25 czerwca 2015

Mars, Snickers Intense Choc (limited edition)

Cóż mogę powiedzieć? Jestem! I wracam na dobre z kolejnymi nic nie wnoszącymi, błahymi recenzjami słodyczy ze sklepowych półek. Tak prozaiczne wręcz zajęcie, zawładnęło na dobre moim porankiem, jeśli nie powiedzieć życiem. Przyznam - w czasie ostatniego tygodnia sesji brakowało mi niesamowicie (nie przesadzam!) wklikiwania kolejnych liter, układających się w następujące po sobie, chaotyczne zdania. Stwierdziłam jednak, że jakość moich wpisów spadała z dnia na dzień (wprost proporcjonalnie do sił), każdy kolejny był tylko bardziej i bardziej bez sensu. A raczej nie od serca, jakby na siłę i z obowiązku. Nie o to mi tu chodzi! Postanowiłam skupić się na nauce, dopełnić studenckiego obowiązku i po prostu zakończyć sesję. Stwierdziłam: "wolę wrócić tu ze spokojną głową!". Łapanie kilku srok za ogon nie miało dla mnie najmniejszego nawet sensu. Poza tym, nie powiem.. Ale ostatnie kilka dni, to taki powrót do najlepszej przeszłości. Nawet nie wiecie, ile w stanie są zmienić przyjaciele! Niby zwykłe spotkania, zakrapiane, bądź też nie.. Dały mi kopa i natchnienie do życia. Naprawdę! Ja przez moment przestałam być permanentnie nieszczęśliwa! Zaczęłam być po prostu wolna?

I widzicie jak to jest, nie zastanawiając się nazbyt, ba nie czytając kolejnych wymordowanych i wyjętych jak psu z gardła słów, stworzyłam konkretny wstęp. Brawa! Mogę więc spokojnie i na luzie przejść do części drugiej lecz niemniej ważnej - dziś recenzja wiosennej limitki od Mars'a, Snickers'a Intense Choc.

czwartek, 11 czerwca 2015

Caprisse, Ciastka kakaowe z kawałkami czekolady

Jak każdy mam wiele wad. I nie czarujcie się, nie jesteście jedynymi idealnymi, bo ideałów po prostu nie ma. Oczywiście chciałabym powiedzieć, że jest inaczej. Na bank jesteście super (wiem to!) ale zawsze komuś czegoś brakuje. W wśród grona moich maleńkich mankamentów jeden jest szczególny.. Z pewnością zbyt dużo myślę. Często siadam pod kocem z kubkiem kawy w ręku i "kontempluję sufit". O czym tak rozmyślam? O wszystkim. O rzeczach poważnych i mniej poważnych, o świecie polityki i moim nieciekawym poranku. O "życiu i śmierci", o tym co mam do zrobienia, o tym co już zrobiłam. O facetach, o jedzeniu, prognozie pogody. O złych chwilach, o zakupach, o wyborach.. Mogłabym wymieniać i wymieniać. Pech chciał, że ostatnio zaczęłam rozmyślać na temat "typowego konsumenta". Dokładniej? Zastanawiałam się ile osób tak naprawdę potrafi dość obiektywnie ocenić produkt? Powiedzieć czy coś smakuje czy nie? Ilu z nas tak naprawdę sugeruje się marką lub ceną? Po mojej głowie krążyły takie oto pytania. I miliardy odpowiedzi. Nie będę oceniać ludzi, nie lubię pluć jadem i bić piany. Powiem o sobie. Czy sugeruję się marką i ceną? Wydaje mi się, że nie. Wchodzę do sklepu. Kupuję ciastka od Emco, za marne grosze. Wracam do domu uradowana wręcz i przeszczęśliwa! Ba, łudzę się że za te 2 złote kupiłam ósmy cud świata. Czy sugeruję się marką i ceną? A czy osoba kierująca się "firmą" nie znosiłaby Milki, a zajadałaby się, dajmy na to, zwykłą Goplaną? Dla mnie cena nie gra roli. Tanie nie znaczy złe, wszystkiego warto w życiu spróbować. Czy jestem obiektywna? Ostatnimi czasy przekonuję się, że tak. Z resztą sami się przekonacie, myślę że już w przyszłym tygodniu :). 

A Ty, kierujesz się marką i ceną?

Ostatnio w drodze ze "szkoły" wpadłam do Żabki, zupełnie nie wiem po co. Czasem wydaje mi się, że wchodzę tam odruchowo. Urodziłam się z takim żabkowym "tikiem". Oczywiście nie wyszłam z pustymi rękami. Dzisiaj przedstawię Wam produkt Caprisse, zwykłe-niezwykłe Ciastka kakaowe z kawałkami czekolady.

środa, 3 czerwca 2015

Nestle, Princessa Zebra

Są dni w życiu studenta, o których lepiej nie wspominać nawet normalnemu, cieszącemu się życiem i pogodą, śmiertelnikowi. Są takie tygodnie, kiedy chwil wygospodarowanych na spokojną kawę w towarzystwie serialu jest tyle ile kot napłakał (chciałabym mieć tych momentów aż tyle!). Są dni stresowe, zapełnione - przepełnione, dni pełne nauki, kończenia prac, projektów. Są godziny płaczu i rozpaczy. Sesja. Nie wiedziałam, że i w tym roku aż tak bardzo mnie dopadnie. Stąd nieco zamieszania w rozkładzie jazdy wpisów. Nie chwaląc się, jestem już gdzieś na finiszu tego maratonu, stąd wielkie nadzieje, że wszystko wróci do normy ! Dziś natomiast wstałam wcześniej by napisać dla Was krótką notkę. O czym dziś? Princessa w wersji waflowego zwierzakowatego przekładańca - Zebra.

W moim magicznym pudle jest masa słodyczy. I nie będę się oszukiwać, niektóre leżą tam już wieki, czekając ze smutną miną i oczami błagającymi "weź mnie, właśnie mnie". Jestem obojętna wobec ich zaczepek.. Ale kiedy data przydatności goni, przyciskając następnie do muru - to już mus. Tak było i tym razem. 

sobota, 23 maja 2015

Orangina Schweppes, DrPepper Diet

Nie samą czekoladą człowiek żyje, a przynajmniej nie na co dzień. Muszę przyznać, że jestem jedną z tych osób, które nie "pilnując miski" rozrastają się do XXL size w mgnieniu oka. I teraz pewnie zadajecie sobie pytanie: "Skąd ten blog, dlaczego go prowadzisz?". Bo najbardziej na świecie (wyłączam stąd rodzinę) kocham słodycze. Nie będę ich sobie odmawiać z racji FITmody. Bo i po co? Życie ma się tylko jedno. Z drugiej jednak strony "jak Cię widzą, tak Cię piszą", ja też lepiej czuję się będąc mniejsza. Wiec tak, trzymam się redukcyjnych zasad, od czasu do czasu wprowadzam "małe dni szaleństwa". I dlaczego by się z kimś tym nie dzielić? Wiele osób, jak ja kiedyś, ślini się do słów napisanych przez recenzentów, bo przecież "nie mogą zjeść". Przeglądają zdjęcia jak opętani. Iiii... Ucinam temat, drażni mnie on niesamowicie. Jeszcze bym coś dodała od siebie, obrażając kogoś obnażając prawdę. A ja wolę mieć "rączki tutaj!".

Jako że do wcześniej wspomnianego pięknego dnia, oszukanego "day'a" zostało jeszcze trochę czasu, a mnie wykręcało na myśl o czymś innym, niekoniecznie słodkim, postanowiłam skierować się do półki z napojami. No szaleństwo! Redukcyjne, zerokaloryczne napitki nie cieszą się dobrą sławą, jednak często po nie sięgam. Cóż. Nie będę się z tego tłumaczyć. Ludzie sięgają po papierosy, alkohol i narkotyki.. A ja miałabym klęczeć na grochu i chodzić na kolanach dookoła kościoła za, powiedzmy, Colę Zero? :)

Coś nie mogę się dziś skupić na temacie głównym. Wracam do sedna ucinając krótko. Dziś przedstawię Wam produkt, nowość na polskich (żabkowych) półkach. Przed Wami DrPepper w wersji "Diet".

wtorek, 19 maja 2015

Koral, Lody Łaciate śmietankowo-czekoladowe

W ten piękny, słoneczny, iście letni dzień nie mogłabym przedstawić nic innego jak lody. Bo czyż to nie one właśnie kojarzą się każdemu z nas z wakacjami, wolnym czasem i piękną pogodą? Mam nadzieję, że zgadzacie się ze mną.

Wracając z zajęć wstąpiłam do sklepu, ot tak zrobić zakupy. Wiadomo, jedzenie się kończy, sesja się zbliża wielkimi.. A wręcz przeogromnymi krokami. Trzeba mieć siłę! Kiedy przechodziłam obok zamrażarki z lodami, nie mogłam się oprzeć by nie wziąć jednego w swe małe rączki. Z racji tego, iż rzadko zdarzają mi się jedzeniowe odskocznie (prócz cheatów!) wybrałam najmniejsze zło. Prostego, najmniej skomplikowanego i małokalorycznego loda. Lato się zbliża - czas zmieniać opony. I tym oto sposobem dziś recenzja loda Koral.

wtorek, 5 maja 2015

Mars, Twix Cappuccino

Są nowości, są limitki, które wprost pchają mi się w ręce. Są produkty, które pojawiają się raz na jakiś czas, by później znów zniknąć na kilka lat. Są rzeczy, które trzeba zjeść, bo może "to jedyna okazja?". Są słodycze, które po prostu bezpardonowo lądują w moim koszyku.

niedziela, 29 marca 2015

Carlsberg, Somersby Elderflower Lime Beer Drink

Wczoraj był tak bardzo zakręcony dzień, że aż nie miałam czasu pojawić się tu z jakąś konkretną recenzją. Jak wspominałam wcześniej, nadszedł w końcu "dzień święty" - dzień 18. urodzin Brata. Jako starsza siostra postanowiłam kupić mu coś super. I prócz prezentu głównego, Młody dostał cztery maleństwa, cztery małe buteleczki, które dość niedawno pojawiły się w sprzedaży, cztery nowości od znanego wszystkim Lorda Somersby. 

niedziela, 22 marca 2015

Mondelez International, Daim

Daim tu, Daim tam.. Czasem boję się otworzyć lodówkę, z obawy że wyskoczy z niej ten opakowany w jarzeniowoczerwoną folijkę zgrabny, filigranowy baton (czekolada?). A nie, przepraszam, on już z niej wyskakuje! Lody, czekolady, snacki.. Kurcze! Wszędzie to ustrojstwo! Szał totalny. I tylko batona za świecą szukać. Nie no, żartuję. Jest dostępny, widuję go w coraz większej ilości sklepów. Skusiłam się. I nie żałuję!