piątek, 14 sierpnia 2015

Nestle, Lion

Ten ból.. Kiedy jesteś, w powiedzmy, dobrej połowie wpisu i twierdzisz, że nie ma on najmniejszego nawet sensu. Kasujesz każdą z liter i impetem zamykasz laptopa. Po czym, po dobrej połowie godziny wracasz z podkulonym ogonem, tym razem do innego produktu. "Będzie lepiej" masz w głowie. I jakby jest. Chyba nie dostanę dziś orderu "mistrza słowa". Ba, nie dostanę nawet talonu na balon za te, przysięgam, wymuszone wręcz zdania. Muszę zacząć spisywać moje myśli, te które kłębią się w chwilach natchnienia - rzadkich to rzadkich ale jednak, by nie mieć problemu w takie dni jak ten dzisiejszy.

Kiedyś tam - gdzieś tam, pod jednym z wpisów znalazłam komentarz, by wziąć się za produkty Nestle. O ile sobie przypominam, komentarz był anonimowy. Jeśli czytasz te moje wypociny w dalszym ciągu drogi Anonimie, wiedz że masz dedyka w tym miejscu - wpis robię z myślą o Tobie. Specjalnie dla Ciebie ruszyłam również na poszukiwania, które zakończyłam sukcesem z zadowoleniem twierdząc "smaczne to będą testy". Tak więc dziś na blogu, jeden z moich ulubionych kiedyś batonów, (gdzie "ulubione" to pojęcie szerokie dość, jak ostatnio pisałam z resztą) Lion od Nestle właśnie.








Opakowanie. Opakowanie, nazywajmy rzeczy po imieniu - szału nie robi, nie robiło i robić nie będzie - chyba że zapowiada się jakiś "re-make". Utrzymane było w ciepłych, nasuwających na myśl karmel barwach, odcieniach od jajecznej żółci do ciemnego brązu, po prostu estetyczne. Z prawicy widnieje zapowiedź środka, z lewicy straszył mnie lew. Czy to może zabawa z cyklu "znajdź różnicę"? Co ja mam dziś w tej głowie..

Otworzyłam folijkę, którą jednak po namyśle kategoryzuję jako "raczej brzydką" i standardowym, wyuczonym, bezwarunkowym już odruchem podsunęłam ją  - wraz z zawartością rzecz jasna - pod sam nos. Na powitanie wyszedł mi bardzo słodki, lepki wręcz, duszący i zamulający, maślanokarmelowy zapach, z domieszką miodowego aromatu. O dziwo nie spotkałam się z nutą kakao czy czekolady. Dlaczego? Karmel + czekolada tak świetnie się komponują. Ale. Nie ma to nie ma, nie ma co rozpaczać.. Lion sam w sobie i tak sprawił, że serce biło jakby szybciej, a ślinianki działały jakby intensywniej.






Kurcze, tak dziwnie opisywać klasyki. Przecież Lion'ka każdy raczej zna. Zaokrąglony nieco ale generalnie prostokątny batonik, "najeżony" pszenicznymi chrupkami i oblany czekoladą koloru mlecznokarmelowego jasnego, złotawego brązu. Z jednej strony bogaty i apetyczny z drugiej obrzydliwie odpychający (tu wszystko zależy od wyobraźni i skojarzeń ;) ).

Przekroiłam go. Ileż on w sobie zawiera, ileż on w sobie mieści. Szczerze - jadłam go wiele razy ale nigdy nie przyjrzałam się poszczególnym elementom. Wierzch batona, jak wcześniej wspomniałam, stanowiły chrupki pszenne oblane czekoladą. Kolejną warstwą był karmel, cienka linia piwnozłotej mazi, oddzielająca polewę od.. Waflowego środka. A raczej waflowo-kremowego. Bo wypieczona część chrupka przełożona była (chyba) jasną masą. Całość, muszę przyznać zrobiła wrażenie - bogactwo i przepych w pełnej krasie. 

Zaczęłam tę ostrą jazdę bez trzymanki. Próba smaku, jak się spodziewałam, była chyba najdłuższą z tych, które przeżyłam. A nie jedną i nie dwie mam już za sobą. Od początku. Czekolada, polewa.. Jak kto woli.. Okazała się.. Tania w smaku. Niesamowicie mnie to zdziwiło, ponieważ batona jako całość zapamiętałam jako coś naprawdę smacznego. Co poszło nie tak? Słodka.. I plastikowa, niczym pusta blondyna lecąca na BMW e36, w M pakiecie - oczywiście. Chrupki jak chrupki, zalane czekoladą, nie smakowały czymś konkretnym, natomiast stanowiły ciekawy element całości. Lubię różne tekstury i ich kombinacje. Dla mnie zawsze to jakieś urozmaicenie. Skończyłam z polewą - "w karmelu nadzieja" pomyślałam. Zacisnęłam więc piąstkę, skrzyżowałam palce. I taaak. Karmel to było to. Chyba to ta część batona, która go trzyma przy życiu. Maślany, mleczny, nieco midowocukrowy. Miał w sobie coś z dobrej polskiej krówki. Lekko, subtelnie dymny i palony. Lepiący i ciągnący. Nie był najdelikatniejszym produktem świata na bank, sprawiał wrażenie raczej opornego :). Wafelki z kremem, bo krem faktycznie między nimi się znajdował.. Były po prostu wypieczone. Chrupkie i lekkie, dość napowietrzone. Masa miedzy nimi.. Masło w maśle, masłem poganiane. Tłusta po prostu i jakby bez smaku. 

"In conclusion", że tak się wyrażę.. Do tej pory nie mogę się nadziwić.. Lion to swego rodzaju fenomen na skalę światową. Bo jak zrobić naprawdę dobrego batona ze składników albo bezsmakowych albo z lekka niedobrych, to ja nie wiem? Nie powiem, jadłam wiele lepszych rzeczy.. Chooociaż.. Nie, "wiele" to zbyt wielkie słowo. To nie jest złe, Lion nie jest niesmaczny. Ba,  jest nawet całkiem całkiem (co dalej mnie zadziwia). Mogłabym dalej do niego wracać i będę raczej.. O ile znajdę na niego miejsce w moim napiętym "słodyczowym kalendarzu".






Nazwa: Nestle, Lion
Producent: Nestle Polska S.A.
Skład: syrop glukozowo-fruktozowy, cukier, olej palmowy, mąka pszenna, mleko zagęszczone słodzone (mleko, cukier), serwatka w proszku (z mleka), całkowicie utwardzony olej palmowy, kakao w proszku (2.5%), o obniżonej wartości tłuszczu, maltodekstryna, odtłuszczone mleko w proszki, skrobia pszenna, emulgator (lecytyny), sól, substancje spulchniające (węglany sodu), cukier karmelizowany, naturalny aromat waniliowy, aromat, substancja zagęszczająca (karagen). Może zawierać śladowe ilości orzechów ziemnych.
Waga: 42g
Wartość odżywcza (B/W/T)/100g: 4/67/21
Kcal/100g: 476
Gdzie kupić: Żabka
Cena: 3 za 2.50zł (promocja)



Ocena: 4/5

46 komentarzy:

  1. To jest baton naszego dzieciństwa :D Był najtańszy i dobry, więc to się liczyło najbardziej :P
    Ale nigdy go nie rozkładałyśmy na części pierwsze, więc nie mamy pojęcia czy czekolada faktycznie jest tak kiepska :P W każdym bądź razie wiemy przynajmniej, że jak będziemy go jeszcze kiedyś jadły to najlepiej jeść od razu całego bo tak smakuje najbardziej xD Weź spróbuj tego orzechowego, bo jadłyśmy wersję mini, która kiedyś była w Biedrze i bardzo nam do gustu przypadła :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie, nie rozbierajcie go ! Broń Boże, niech Wam to nie przychodzi do głowy - jeszcze się obrzydzicie a nie warto. Bo całość jest zasmaczysta! :)
      Nie żebym zdradzała sekret, czy uchylała "rąbka tajemnicy".. Ale z racji promocji przygarnęłam wszystkie 3 smaki ;) Także recenzja kiedyś się tu pojawi ;) Liczę że mi posmakuje skoro polecacie ;)

      Usuń
    2. Ja go rozkładąłam- mam taki fetysz :D Ale ostatnio tylko mini :) Właśnie Biebry :) uuu spełniasz zachcianki anonimów? Jesteś niesamowita ^^ Co do grafiku, jak Cię rozumiem :)

      Usuń
    3. Też wolałabym miniaturki - bo kocham miniaturki.
      Jasne że tak ! Spełnię zachcianki każdego :)

      Usuń
  2. W okresie nastoletnim 3bit i lion były zdecydowanie najczęściej wybieranymi przeze mnie batonikami. Dziś jeżeli miałabym już wybrać batona zamiast ukochanego wafelka pewnie też wybrałabym któryś z nich. :D Jednak ja z całą pewnością sięgnełabym po wersję white, którą uwielbiam. O dziwo polewa w nim nie jest z białej czekolady, ja bym określiła ją raczej jako śmietankową co mi jeszcze bardziej pasuje. :-) Tak czy siak lion - zawsze na tak. :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. White wersji oczywiście nie jadłam. Ale podobnie jak wersje w wiewiórzorudym opakowaniu i białą mam w pudle. Czeka na test ;) Cieszę się, że więcej jest fanów Liona! :)

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Jak tak czytam komentarze - fanów jest wielu. I dobrze, baton legenda ;)

      Usuń
  4. dla mnie Lion zawsze był za słodki i średnio za nim przepadałam. :P co do batonów to uwielbiałam Snickersa, a zaraz potem Marsa. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Błagam Słońce, co Ty prawisz :D
      Marsik to swoją drogą. No Snickersa przemilczę :)

      Usuń
  5. Uwielbiam Liona, mogłabym go pochłaniać tonami :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I ja, i ja iiii ja! :)
      Tylko nie wiem jeszcze co moje biedne biodra na to ;)

      Usuń
  6. No ale jak to Lion?! Ja czekałam dzisiaj na coś zupełnie innego :o Na recenzję, którą skasowałaś! Masz kopię zapasową? Dodaj ją! :)
    A Lion wiadomo, klasyka gatunku ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam nadzieję, że aż tak Ci nie podpadłam i dzisiejsza recenzja Cię zaspokoiła ;)
      A Lion tak.. Klasyk :)

      Usuń
  7. Dobre kilka lat temu jadłam go bardzo często, kilka razy w tygodniu, uwielbiałam go, ale po pewnym czasie przerzuciłam się na wersje White i skradła ona moje serce, do tej pory twierdzę, że jest lepsza. Czasem nawet po białego sięgam, gdy ktoś kupi i leży w domu, a klasyka? o boże, jak dawno na oczy nie widziałam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałam podobnie, też jadłam Liona non stop :) White wersji jeszcze nie jadłam.. Ale już czeka! :)
      Wróć, odśwież smaki :)

      Usuń
  8. Liona lubię, nawet bardzo, ale postawię jednak na smak Peanut Butter ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Skasowany wpis, przemyslane slowa i zebrane mysli musisz byc bardzo wymagająca przjmujac powiedzenie: wymagaj od innych tyle ile wymagasz od siebie. Moze czasem sobie odpusc i nie naciskaj na swoje mysli wtedy potok slów przyjdzie sam :) Uwielbiam Liona bialego i kazdego innego ! Nadia :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Troszeczkę od siebie wymagam.. Ale też nie nazbyt wiele ;)
      Postaram się nie katować się myślami - może faktycznie lepiej wtedy będzie szło :)
      Pozdrawiam. No i PS: Piękne imię ;)

      Usuń
  10. Lion, wiadomo klasyka. Wszystko oddzielnie jest takie średnie, ale razem tworzy mega smaczną mieszankę, aczkolwiek ciut za słodką.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, zgadzam się z Tobą całkowicie. Chociaż.. Muszę przyznać że lubię to Lionowe przecukrzenie :D

      Usuń
  11. Rzadko bardzo sięgam po batony, Lion w szczególności był niżej na półce, jak już miałam kiedyś coś wybrać. Chociaż w sumie… z chęcią sobie smak bym przypomniała, ale lepiej w jakiejś wersji mini. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są miniaturki, są! Chyba w Biedronce ostatnio się nadziałam ;) Także smacznego! :)

      Usuń
  12. Chyba pierwszy raz, tak mocno, się nie zgodzę z opinią. Lion był smaczny, owszem. Ale z 15 lat temu. Wtedy zajadałem się nim często, bo łączył wszystko, co lubiłem. Chrupki, wafelek, czekoladę. Wszystko z ciągnąąąącą się zawartością ze środka. No bomba. Lubiłem brać nawet gryz po gryzie i dać mu rozpuścić się w buzi, tworząc coś na kształt brejo-papki karmelu.

    Obecnie, tj. jakiś czas temu, jak go kupiłem w promocji, smakował mi jak coś tandetnego. Płatki ryżowe jakieś zwietrzałe, wafle namiękłe, a czekolada wyjęta psu z gardła. Nie wiem czy wcześniej stosowano inną otulinę, bo teraz - czytając skład - widzę polewę kakaową. I to ma się nijak do króla dżungli z przeszłości.

    Nawet wersja white, którą wpieprzałem jak świnia... się zepsuła. Właściciel pozostał ten sam, więc nie wiem czym to jest spowodowane. Bo o ile ew. mniejsze zmiany "teraz mi smakuje trochę mniej" można jeszcze zrozumieć, wciągnąć do worka "dorastasz, poznajesz smaki", to obrót o 180 stopni jest fenomenem.

    Kiedyś ulubieniec, teraz jest dla mnie równie pociągający co zapiekanka z figami i twarogiem zamiast pieczarek i żółtego sera.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem czy pamiętam go sprzed tych 15 lat ! :) Dla mnie zawsze był smaczny i w sumie dalej jest ;)
      Co do czekolady - mogę się zgodzić, najwyższych lotów nie była. Chyba nawet niższych też nie. ;) Ale reszta w najlepszym chrupiącym porządku :o Nie wiem co tam kupiłeś ale reklamowałabym ;)
      Szkoda, że jakiś podrabianiec tak popsuł Twoje zdanie na temat produktu :D

      Białej wersji jeszcze nie jadłam, dopiero czeka na swój debiut :)

      Usuń
  13. ,,Muszę zacząć spisywać moje myśli, te które kłębią się w chwilach natchnienia - rzadkich to rzadkich ale jednak, by nie mieć problemu w takie dni jak ten dzisiejszy." Jakbyś mi wyjęła słowa z gardła. Wiem, co czujesz.
    Lion? Jak go jadłam ostatnio myślałam, ze padnę. Słodkiego nie jadłam wtedy tak często jak teraz, lecz i tak w połowie nie mogłam skończyć. Przy nim można jedynie cukrzycy dostać. To jeden z najgorszych batonów- kiedyś były lepsze. Cukier z cukrem na cukrze i tłuszczu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Także, spisujemy dobre chwile ! :)
      Słodki, jest - nie powiem że nie. Ja często oddaje słodycze. Nie mam w zwyczaju dojadać do końca ;) Liczę że to zmienię :)

      Usuń
  14. Przepyszny ten baton! Teraz to mam na niego wielką ochotę, mmm: )!
    http://sercabiciem.blox.pl/html

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To marsz do sklepu - trzeba sobie osładzać życie ;)

      Usuń
  15. Odpowiedzi
    1. Ale nie zaczynał z drugiej strony czarnej listy słodyczy, prawda? :)

      Usuń
  16. zawsze od niego uciekalam :D probowalam platki, lody lion i chyba tylko te ostatnie jako tako bym zaakceptowala a i pop choc nawet nawet tez bylo ale wolalam kit kat'a

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Płatki są obłędne dla mnie ! :) Jadłam kiedyś na tony.. Dlatego byłam gruba jak prosiak ;D Lodów niestety jeszcze nie ;(

      Usuń
  17. Lubię go za słodycz,szybkie zaspokojenie głodu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ta dawka cukru zaspokoi każdego, nawet największego czekoladoholika ;)

      Usuń
  18. opis mnie powalil,ze zwyklego batonika stworzylas arcydzielo :) az sie wkrecilam w czytanie,ale Marcin ma racje kiedys ten baton byl zajeb... teraz tandeta ;p wole twixa ;p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. I zastanawiam się czy to dobrze, czy źle ;)
      Szkoda, że nie pamiętam go z lepszych czasów :/

      Usuń
  19. Przede wszystkim dziękuję za dedykację ;) może i dziwnie opisywać klasyki, ale nawet w produktach, które się dobrze zna można odkryć coś nowego, zaskakującego. W sumie to jestem nieco zaskoczony, że wzięłaś pod uwagę moją sugestię, by zająć się produktami Nestle ;) no, ale w końcu ten blog jest dla nas, dla czytelników :P
    Słodkie pozdrowienia,
    K.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A nie ma za co, nie ma za co! :)
      Zabieram się za Liony, później wezmę w obroty KitKaty :) Takie to słodkie życie testera :)
      Pozdrawiam równie serdecznie!

      Usuń
  20. Jako dziecko prawie codziennie chodziłam z koleżanką do sklepu i kupowałyśmy po 3 liony na głowę, siadałyśmy na murku i się nimi zajadałyśmy. Chyba przez to teraz w ogóle po nie nie sięgam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czyli smakowały ! :D Szkoda ze już do nich nie wracasz :(

      Usuń
  21. Lion'a kiedyś uwielbiałam, a obecnie jest mi kompletnie obojętny; mógłby nie istnieć.

    OdpowiedzUsuń
  22. Lubię, ale wolę snickersa lub milky way albo reeses : :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nigdy nie miałam okazji spróbować Reeses ;/

      Usuń