Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nestle. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nestle. Pokaż wszystkie posty

piątek, 14 sierpnia 2015

Nestle, Lion

Ten ból.. Kiedy jesteś, w powiedzmy, dobrej połowie wpisu i twierdzisz, że nie ma on najmniejszego nawet sensu. Kasujesz każdą z liter i impetem zamykasz laptopa. Po czym, po dobrej połowie godziny wracasz z podkulonym ogonem, tym razem do innego produktu. "Będzie lepiej" masz w głowie. I jakby jest. Chyba nie dostanę dziś orderu "mistrza słowa". Ba, nie dostanę nawet talonu na balon za te, przysięgam, wymuszone wręcz zdania. Muszę zacząć spisywać moje myśli, te które kłębią się w chwilach natchnienia - rzadkich to rzadkich ale jednak, by nie mieć problemu w takie dni jak ten dzisiejszy.

Kiedyś tam - gdzieś tam, pod jednym z wpisów znalazłam komentarz, by wziąć się za produkty Nestle. O ile sobie przypominam, komentarz był anonimowy. Jeśli czytasz te moje wypociny w dalszym ciągu drogi Anonimie, wiedz że masz dedyka w tym miejscu - wpis robię z myślą o Tobie. Specjalnie dla Ciebie ruszyłam również na poszukiwania, które zakończyłam sukcesem z zadowoleniem twierdząc "smaczne to będą testy". Tak więc dziś na blogu, jeden z moich ulubionych kiedyś batonów, (gdzie "ulubione" to pojęcie szerokie dość, jak ostatnio pisałam z resztą) Lion od Nestle właśnie.

środa, 3 czerwca 2015

Nestle, Princessa Zebra

Są dni w życiu studenta, o których lepiej nie wspominać nawet normalnemu, cieszącemu się życiem i pogodą, śmiertelnikowi. Są takie tygodnie, kiedy chwil wygospodarowanych na spokojną kawę w towarzystwie serialu jest tyle ile kot napłakał (chciałabym mieć tych momentów aż tyle!). Są dni stresowe, zapełnione - przepełnione, dni pełne nauki, kończenia prac, projektów. Są godziny płaczu i rozpaczy. Sesja. Nie wiedziałam, że i w tym roku aż tak bardzo mnie dopadnie. Stąd nieco zamieszania w rozkładzie jazdy wpisów. Nie chwaląc się, jestem już gdzieś na finiszu tego maratonu, stąd wielkie nadzieje, że wszystko wróci do normy ! Dziś natomiast wstałam wcześniej by napisać dla Was krótką notkę. O czym dziś? Princessa w wersji waflowego zwierzakowatego przekładańca - Zebra.

W moim magicznym pudle jest masa słodyczy. I nie będę się oszukiwać, niektóre leżą tam już wieki, czekając ze smutną miną i oczami błagającymi "weź mnie, właśnie mnie". Jestem obojętna wobec ich zaczepek.. Ale kiedy data przydatności goni, przyciskając następnie do muru - to już mus. Tak było i tym razem. 

czwartek, 23 kwietnia 2015

Orion, Studentska Horka

Studentska to produkt, który zdecydowanie dobrze mi się kojarzy. Pierwszą dostałam po powrocie Siostry z eurotripu, kiedy jeszcze jako dziewiętnastolatka, zakochana byłam po uszy i to z wzajemnością (dziw!). Siadłyśmy wtedy we dwie z sześciopakiem piwa i tak sącząc i zajadając się gadałyśmy o męsko-damskich sprawach. 

Kiedy więc produkt Orionowski pojawił się na Stokrotkowych półkach musiałam skorzystać z okazji by ją mieć. I czasem zastanawiam się po co? Do czego chciałam wrócić? Do nocnych pogadanek mojej Sis, czy może do byłego romansu? Teraz sama nie wiem. 

Tak więc dziś na blogu, który swoją drogą przestał mi się wizualnie podobać (co ja mam z nim zrobić ;(), Orion - Studentska w wersji Horka, co nie wiem co oznacza. Ach, jest na odwrocie. Będzie to więc czekolada deserowa.

czwartek, 9 kwietnia 2015

Nestle, Princessa Orzechowa

Myśląc Princessa przed moimi oczami ukazuje się obraz Princessy Kokosowej, zupełnie nie wiedzieć czemu. Myślę, że jest to spowodowane przeogromnymi jej ilościami, którymi się zajadałam za małolata. Princessa Orzechowa? I tu musiałam zastanowić się nieco. Czy przez ostatnie prawie 22 lata życia ja w ogóle ją jadłam? Krótkie kontemplacje i analizy doprowadziły mnie do jednego jedynego wniosku: NIE. Nadszedł więc jej czas - Princessa Orzechowa od Nestle dziś więc.

czwartek, 19 marca 2015

Nestle, KitKat Pop Choc

 Mogę powtarzać bez końca "Kocham moją Mamę"! Za co dokładnie? Za oddanie i troskę, za bezgraniczną miłość. Za to, że z anielską cierpliwością znosi moje humorki, gorsze dni oraz fanaberie. Kocham moją mamę, ponieważ potrafi mnie uściskać i ucałować "ot tak", potrafi także wyprostować mój kręgosłup moralny i postawić do pionu. Kocham moją mamę za to, że pracuje za dwóch by stwarzać mi godne warunki do życia i rozwoju, za to iż mimo tego urwania głowy zawsze znajdzie chwilę dla mnie. Kocham za domowe obiady. Kocham za to, że zawsze mogę na Nią liczyć. Kocham Ją (i podziwiam) za jej wewnętrzną siłę i spokój. Kocham.. Kocham.. Kocham.. Mogłabym wymieniać w nieskończoność. Na koniec dodam: kocham moją mamę za to, że podczas zakupów daje mi wolną rękę i pozwala wrzucać do koszyka co chcę (to akurat jest spowodowane tym, że otwieram się na nowe rzeczy). :)

Dzięki mojej Mamie w ostatni weekend stałam się posiadaczką paru intrygujących mnie od dawna produktów (dziękuję!), w tym czegoś, czego chciałam spróbować JUŻ. KitKat Pop Choc to produkt na który napaliłam się, jakby powiedział mój brat, "jak dzik na żołędzie". Kiedy zobaczyłam to czerwone, znacznej wielkości opakowanie snacków, oczy mi się zaświeciły! Wiem, że jest toto już dostępne na rynku jakiś czas jednak ja jak to ja, jak już pewnie wiecie, nie mam dużego doświadczenia w relacjach z "nowościami". Przedstawiam: