No hej! Witam Was w ten przepiękny, przecudny i jakże uroczy pierwszy dzień wiosny! Nie - tak serio jest niezły wygwizdów. Ale to już pizgi wiosenne! Super!
Nie wiem co dziś wyjdzie z tego wpisu, mam nieco mózg jak orzeszek. Tak tak, była impreza. Pierwsza od.. Ponad miesiąca. Ja i ten mój balangowy tryb życia. Tak myślałam, że dzisiejsza notka to będzie to. Ale już wiem że nie, bo pisanie tych kilku wersów zajęło mi dobre kilka minut. Żałuję, że nie pisałam wczoraj (a miałam!), no kurcze miałam ten "słowotok". Dziś, jak jakaś rozwielitka. No, jest ciężko. Dobra, wstęp o niczym zaliczony. Przejdę do konkretów - nazbyt się motam.
Więc tak. Jestem jedną z tych osób, która truje się energetykami. Zwłaszcza kiedy mam nawał roboty, zazwyczaj w ilościach hurtowych. No nic nie poradzę. Ach, no popełniałam też mnóstwo błędów w młodości.. Wódka z Red Bullem, no regrets! Ale wracając, ostatnimi czasy. A raczej jakoś ze dwa tygodnie temu (?) pisałam tę moją żałosną inżynierkę. Czas mi się kurczył, miałam do nałożenia mnóstwo poprawek, tu mapy, tu jakieś pierdoły. A mi brak było sił. Wtedy to właśnie odkryłam szeroki asortyment napojów zakazanych. I tak wpadam tu z jednym z nich.
Jezu, nie napiszę tej notki. Abstrahując.