Ostatnimi czasy, od prawie trzech miesięcy dokładnie, rządzi mną i kieruje nieodparta chęć jedzenia rzeczy, których nigdy nie próbowałam. Bardzo mi to na rękę, nie powiem. Niesamowicie pomaga mi to w zwycięstwie nad "chorą głową". Z drugiej jednak strony, chęć ta, bardzo silna - wręcz nie do opanowania, często pakuje mnie w niezłe tarapaty. Bo ileż niedobrych słodyczy miałam okazję, w ciągu tego czasu, spróbować? Całe gro!
Dumle znam, owszem. Ale jedynie formie cukierków. Te jednoznacznie mi się kojarzą. Widzę Dumle - myślę Mama, Tata, rodzeństwo, dom, wakacje, lato, pełnia kolorów, powietrze po burzy, zapach bzu, ciepłe kakao w zimę, wolny czas, beztroska, zabawa w ogrodzie, woń jabłek prosto z drzewa, "glutowata" jajecznica mojej Mamy.. Mogłabym wymieniać i wymieniać.. W nieskończoność. Dumle kojarzą mi się z dzieciństwem, a jak wiadomo każdy lubi do niego wracać. Pamiętam je jako bardzo smaczne, głębokie cukierki. Miękkie, czekoladowe, bardzo słodkie. Ślicznie opakowane. Więc czemu nie spróbować czegoś, co może znów wprowadzić mnie w najpiękniejsze kontemplacje na temat rzeczy, które bezpowrotnie minęły, a do których chciałoby się wrócić chociażby myślami?