wtorek, 21 lipca 2015

Panda, Vodka Liqueur (Czekoladowy Miś)

Dzieją się straszne rzeczy, nie mam pomysłu na wstęp! Z jednej strony mogłabym jak zwykle pomarudzić, ponarzekać i pożalić się.. Ale po co? Czasem wydaje mi się, że smęcąc sama wkopuję się w większe dołki. Bezsens. Z drugiej strony mogłabym znów napomknąć (a raczej rozpisać się wylewnie) o tym, co się u mnie dzieje - tak, tak o czasie zmian. Szczerze? Totalnie szczerze? Prócz braku pomysłu, "ot tak", nie mam sił. A raczej nie mam sił, bo zaczęłam praktyki. Praktyki, które okazały się być fizyczną orką. Ale mam chwile wolne od tego zapierniczu, nie będę się o tym rozwlekać. Może po prostu - jak nigdy - przejdę do rzeczy? Takie "zmiany zmiany"? Więc cóż, dziś na blogu kolejna z recenzji cukierachów od Czekoladowego Misia, Vodka Liuqeur.








Po otworzeniu pudełka dobroci, które dostałam do przetestowania i zrecenzowania, po krótkim przeglądzie produktów, które się w nim znalazły, podzieliłam je na kilka kategorii. Jedną z nich była ta: "Boję się, na bank nie będą mi smakować." Do tej właśnie grupy zaliczyłam cukierki Pandy.. Czy słusznie?

Zacznę od opakowania. Folijka, w której skrywały się małe czekoladki, była przepiękna! Od samego początku - ja sroka - zwróciłam na nią uwagę. Kobalt i srebro.. Coś cudownego, piękne połączenie. Szykowne, gustowne, eleganckie wręcz wykwintne. Inne, unikatowe. Miałam wrażenie, jakbym trzymała w rękach najcenniejszy skarb, a nie "zwykłego" cukierka. Podzielacie moje zdanie? Czy to nie jest niesamowity widok? 

Delikatnie, z należytym szacunkiem, pociągnęłam za oba końce papierka. Moim oczom ukazała się maleńka czekoladka.. A do nosa dotarł pewien zapach. Zgadnijcie jaki? Mogę się założyć, że większość z Was pomyślała o alkoholowej, spirytusowej, odpychającej nucie. Tu Was zaskoczę, jak zaskoczyłam się sama przy unpackingu. Do moich nozdrzy wdarł się mocno czekoladowy aromat - słodki, lepki, lekko kakaowy, naprawdę smakowity. Całość, przepełniona niezidentyfikowaną nutą, skojarzyła mi się z czymś.. Pomyślałam chwilę.. Bo skądś znałam ów zapaszek. Rodzynki w czekoladzie - tak, bingo! Zdziwieni? Ja także byłam. Bo jak to możliwe? 





Wyjęłam maleństwo z jego pięknego, wytwornego "domku". Czekoladka okazała się być drobną nibybloczkoelipsą koloru ciemnego, głębokiego brązu. Cukierek Pandy był błyszczący i gładki, jedynie jego spód zdobiły mikroskopijne żłobienia. Zauroczyłam się - prostotą jak i dokładnością wykonania, a przede wszystkim naprawdę niewielkimi gabarytami łakocia. 

Tu mój entuzjazm osłabł całkowicie, powąchałam, pooglądałam. Czas było spróbować. A.. Tak nie chciałam. Znaczy byłam ciekawa, oczywiście. Ale.. Wódka.. Wóz albo przewóz!

Wgryzłam się! Coś chrupnęło, coś się rozlało! Coś rozpływało się w moich ustach! Ileż bodźców na raz! Muszę się skupić by dokładnie to teraz Wam przedstawić, opisać. Jednego, pierwszego cukierka rozgryzłam. Moje kubki smakowe podlane zostały likierem, dość delikatnym, o zdecydowanie spirytusowym ale nienachalnym, słodkawym smaku. Mimowolnie się uśmiechnęłam, "to jest dobre" - stwierdziłam. I nie myślcie, że to wódka tak na mnie podziałała, o nie.. Rozpromieniona buzia, prócz dozy alkoholu, uświadczyła smaku ukochanych rodzynek w czekoladzie (które swoją drogą, nie wiem skąd się tam wzięły). I czekolady - takiej słodkiej, rozpływającej się w ustach lecz szybko z nich, niestety, znikającej. Delikatnie kakaowej, "takiej dobrej jakości". Na koniec poczułam rozbrajającą słodycz, słodycz niesioną przez coś szorstkiego. Wzięłam drugi cukierek, położyłam go na języku i zamknęłam buzię. Czekałam, czekałam chwilę, góra dwie. Zupełnie odwrotna kolejność doznań. Czekolada-rodzynki-alkohol. Twarde rodzynki, rodzynki chłodne i śliskie niczym lodowa tafla, chropowate niczym zwykła, mamusina, kuchenna tarka. Dalej nie wiedziałam.. Wzięłam sztukę numer trzy. Ugryzłam kawałek. Rodzynkami, a raczej "rodzynkami", nośnikiem tego smaku okazała się cukrowa warstewka znajdująca się między płynnym środkiem, a czekoladową polewą. Czy Wy coś z tego rozumiecie?

Powiem Wam, że byłam szczerze zaskoczona - rozłożyłam ręce, poddałam się. Jestem tylko blondynką, nie wszystko muszę wiedzieć. Tu nie wiedziałam i dalej nie wiem nic. No może prócz jednego, nie taki diabeł straszny jak go malują i nie takie Vodka Liqueur okropne jakby się mogło wydawać. Ba, one naprawdę mi smakowały! Do tego stopnia, że zjadłam wszystkie, które dostałam nie dzieląc się z nikim - a rzadko mi się to zdarza! To bogactwo smaków, aromatów i tekstur zadziałało na mnie wręcz hipnotyzująco.. Może zbyt bardzo. Po zjedzeniu tak dużej ilości w kilka chwil totalnie się zasłodziłam (i spiłam! -żarcik). 

Poza tym, jestem pewna, że kiedyś już jadłam coś podobnego..






Nazwa: Panda, Vodka Liqueur 
Producent: Orkla Confectionery & Snacks Finland Ab
Skład: -
Waga: -
Wartość odżywcza (B/W/T)/100g: -
Kcal/100g: -
Gdzie kupić: Czekoladowy Miś
Cena: 10.99zł/0.25kg



Ocena: 4.5/5

37 komentarzy:

  1. Oooo nie, po samym tytule mam dreszcze z mdłości! Coś okropnego :P

    OdpowiedzUsuń
  2. No to zdecydowanie produkt nie dla mnie, nie lubię takich pralinek z nadzieniem ale wierzę, że dla fanów takich produktów jest jak znalazł. :-)

    OdpowiedzUsuń
  3. Pijaku, pijaku... :p
    Czy smaczne, tego nie wiem, bo nie jadłam, ale jeśli mają coś wspólnego z rodzynkami w czekoladzie, to na pewno coś dla mnie! :)
    A swoją drogą mówisz, że pani Ch. nie robi na Tobie wrażenia, a praktyki fizycznie Cię rozkładają na łopatki - nie ma to jak okrutna rzeczywistość :p Ale trzymaj się! Wiem, że dasz sobie radę ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak tak - cała ja! :)
      Smakują podobnie, łudząco podobnie, co strasznie mnie zaskoczyło :)

      Praktyki niszczą ;/

      Usuń
  4. Ooo, alkoholik :) Szkoda tylko, że wódka, ale dla człowieka żyjącego o suchym pysku nawet spiryt byłby dobry. Tak więc z 1 chi (dla czystej z butli) na pewno przeskoczyłoby do... 5? ;> I zawsze obrzydzała mnie ta skrystalizowana otoczka od wewnątrz, ale po procentowych Lindtach zmieniłam zdanie. Nadal wolałabym bez, ale z też nie jest źle.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mi właśnie ta otoczka smakowała chyba najbardziej, przez ten niezidentyfikowany czarodziejski smak :)

      Usuń
  5. Co prawda jem bardzo mało czekoladowych cukierków, ale te... no, przez ten dodatek zjadłabym z ogromną chęcią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahahaha :) Cieszę się, że nie jestem w tym sama ;)

      Usuń
  6. Polska z tego słynie.
    Nie lgnę do alkoholowych słodyczy ale mogłabym spróbować.

    OdpowiedzUsuń
  7. Och... współczuje Ci, że jest tak ciężko, ale zawsze pomyśl o tym, że inni mają gorzej, a ty masz jeszcze wsparcie rodziny i najbliższych! Nie łam się, wierzę, że dasz radę :* ( przytula ) ;) A komuś wygadać się powinnaś, kamień spadł by Ci z serca, ale komuś zaufanemu ;) Co do cukierka z wódką... wiem z czym Ci się kojarzą, przynajmniej mi xDD U mnie na choince zawsze je wieszaliśmy :D Potem jak ktoś złapał to się krzywił, a tera bym pojadła w porównaniu do innych *___*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem czy ktoś ma gorzej.. :/

      Hoo ja to takich cukierków nie miałam :) Dobre dzieciństwo :)

      Usuń
    2. haha tez mialam napisac ze idealne na choinkę :D u mojej cioci zawsze wisiały.. po wigilii już tylko papierki :D

      Usuń
    3. Hahaha Pat przybij piątkę! :D Słodkie, my przynajmniej mamy co wspominać, jak ty świąt nie miałaś :) Od małego się hartowałyśmy xDD

      Usuń
    4. Pewnie Wy nie macie co wspominać, hihihi. Tyle % ;p

      Usuń
    5. Procenty to życie kochana :D Nie wiesz co straciłaś :P

      Usuń
  8. Nie lubię połączenia wódki i czekolady.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiele osób nie lubi - totalnie to rozumiem :)

      Usuń
  9. Niby Panda to wypadałoby spróbować xD Jednak alkohol zdecydowanie jest argumentem na - nie. Ale już reszta naszej rodziny na pewno byłaby nimi zachwycona (nie żebyśmy miały rodzinę alkoholików) xD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehehehe - wypadałoby !! :)
      Z czekoladowych "kieliszków" każdy by łyknął, uwierzcie. To z wódeczką ma mało wspólnego :)

      Usuń
  10. Wszystko przemawia u mnie na nie, ale jestem pewna, że dla osób nie prychających ostrzegawczo na widok kieliszka z procentami ten twór mógłby smakować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, tak. Zdecydowanie ludzie "za alkoholem" będą zadowoleni :)

      Usuń
  11. Haha, aż mi się przypomniało, jak koleżanka w liceum kiedyś przyniosła w dniu urodzin całą siatkę podobnych cukierków i częstowała na lekcji :D. W sali podejrzanie pachniało :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawe czym ;)
      Ciesze sie, że jakieś tam MIŁE ZAPEWNE wspomnienia wróciły ;)

      Usuń
  12. Ooo, jak najbardziej moje klimaty.

    OdpowiedzUsuń
  13. Powodzenia na tych praktykach, trzymaj się!
    Co do cukierków z alkoholem, to w dzieciństwie myślałam, że jak zjem takiego, to się upiję. ;>

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Trzymam się - a przynajmniej się staram.:/
      Hahahah ja też :D

      Usuń
  14. Odpowiedzi
    1. No.. Ale widzę że i tak nas mniejszość. :/

      Usuń
  15. Nie lubię słodyczy z alkoholem, a jak czuje w cieście czy torcie, to odkladam. A wstęp mimo, że bez pomysłu - genialny ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widzę, że więcej tu przeciwników niż zwolenników procentów :)
      Dziękuję, wstępy raz lepsze, raz gorsze.. Jak i życie ;)

      Usuń