niedziela, 20 marca 2016

Monster Energy Company, Monster Absolutely Zero

No hej! Witam Was w ten przepiękny, przecudny i jakże uroczy pierwszy dzień wiosny! Nie - tak serio jest niezły wygwizdów. Ale to już pizgi wiosenne! Super! 

Nie wiem co dziś wyjdzie z tego wpisu, mam nieco mózg jak orzeszek. Tak tak, była impreza. Pierwsza od.. Ponad miesiąca. Ja i ten mój balangowy tryb życia. Tak myślałam, że dzisiejsza notka to będzie to. Ale już wiem że nie, bo pisanie tych kilku wersów zajęło mi dobre kilka minut. Żałuję, że nie pisałam wczoraj (a miałam!), no kurcze miałam ten "słowotok". Dziś, jak jakaś rozwielitka. No, jest ciężko. Dobra, wstęp o niczym zaliczony. Przejdę do konkretów - nazbyt się motam.

Więc tak. Jestem jedną z tych osób, która truje się energetykami. Zwłaszcza kiedy mam nawał roboty, zazwyczaj w ilościach hurtowych. No nic nie poradzę. Ach, no popełniałam też mnóstwo błędów w młodości.. Wódka z Red Bullem, no regrets! Ale wracając, ostatnimi czasy. A raczej jakoś ze dwa tygodnie temu (?) pisałam tę moją żałosną inżynierkę. Czas mi się kurczył, miałam do nałożenia mnóstwo poprawek, tu mapy, tu jakieś pierdoły. A mi brak było sił. Wtedy to właśnie odkryłam szeroki asortyment napojów zakazanych. I tak wpadam tu z jednym z nich. 

Jezu, nie napiszę tej notki. Abstrahując. 



Jeszcze zanim, tu ciekawostka. Odsyłam do teorii spiskowych. W odniesieniu do tego tu - potwora ;)

Opakowanie. No kurcze. Mi się podoba. Czerń, biel, lodowy błękit. Wszystko na swoim miejscu. Pucha jest ładnie skomponowana, gdyby tylko nie te teorie (tu pozdrawiam mojego kolegę, który uświadomił mnie nieco :p). Poza tym, nie będę tu działać arkany magii. Najbardziej podoba mi się napis "zero kalorii", myślę że gdyby nie ten "szczegół". No. Nie pisałabym (nie mordowałabym!) tej recenzji.



O czym to ja teraz.. (Błagam niech ktoś mnie pokroi i zamrozi.. Zaraz wszystko wykasuję). Otworzyłam solidną puszkę, jakąś taką nawet nieporęczną - przynajmniej dla mnie - co jak co ale łapki mam małe. Zapach, który się z niej wydobył. Uznajmy, że to jak z benzyną, jej smrodem - albo się kocha albo się nienawidzi. Ja aromat apteczno - szpitalny lubię. I szczerzę powiem, że za nic mnie to nie odpycha. A wręcz przyciąga! Tak, chemii sto procent. Nawet ciężko to opisać. Zostanę przy szpitalu, tak. Dokładnie.

Przelałam do szklanki potworny napój. I wiecie co, oczy mi wyszły na wierzch. Energetyki zawsze tylko z puszki. Zawsze. No może prócz drinkowego ekscesu. Ekscesów raczej. Z resztą jak ja bym miała zapamiętać kolor czegokolwiek, skoro amnezja alkoholowa łapała mnie tak, że czasem nie pamiętam.. Jak trafiłam do domu. Po co ja wstawiam te "marginesy", ja. Wracając do choroby! Kolor był jakby to ująć ładnie w słowa - intensywny. Nie, żeby oczojebny czy tam coś, prawda :p. Przez chwilę w sumie zastanawiałam się czy nie jest to jakiś radioaktywny odpad.. Ale. Who cares! Raz się żyje!

Co tyczy się smaku, ja przeżyłam no .. Szok i niedowierzanie. Czasem w ogóle zastanawiam się po co ja to piję.. Smak większości z nich, energetyków, jest delikatnie rzecz ujmując krzywdzący. Idzie w parze z zapachem. No. Jakby. Pozostawia to wiele do życzenia. Monster okazał się być napojem nieco innym. Mniej goryczkowatochemicznym. Właściwie, dość słodkim. Dość.. Unaturalnionym. Powiem tak, unikat na skalę takich produktów. O wiem! Smakował nieco jak musujące witaminy, o nieokreślonym smaku. Ja byłam powalona, w szoku (z przewielkiego pozytywnego zaskoczenia) wystawiłam też taką a nie inną ocenę :p


TEN WPIS JEST MOJĄ ŻYCIOWĄ PORAŻKĄ, idę spać.




Nazwa: Monster Absolutely Zero
Producent: Monster Energy Company
Skład: woda, regulator kwsowości kwas cytrynowy, aromaty tauryna (0,4%), dwutlenek węgla, regulator kwasowości E331, ekstrakt korzenia żeń-szeń (0,08%) winian L-karnityny (0,04%), kofeina (0,03%), substancje słodzące: sukraloza, acesulfam potasowy, substancje konserwujące: sorbinian potasu, benzoesan sodu, mieszanka witamin i minerałów (nikotynamid, witamina B6, ryboflawina, witamina B12), barwnik (antocyjany), sól, glukuronalakton, ekstrakt guarany (0,002%), inozytol.
Waga: 500 ml
Wartość odżywcza (B/W/T)/100g: 0/1/0
Kcal/100ml: 3
Gdzie kupić: E. Leclerc
Cena: 4,49zł



Ocena: 4.5/5

18 komentarzy:

  1. Nie przepadam za energetykami, bo nigdy nie wiem, ,,co w nich siedzi". Za to kiedyś był jeden fenomenalny w smaku, ale był on wyłącznie sprzedawany jednego lata, a potem zniknął - nazywał się adrenalina i był na bazie 7upa. Jako, że ze wszystkich tych słodzonych napojów typu Fanta czy Cola toleruje zwyle tylko Sprita i 7upa to ten energetyk baaardzo mi smakował. Nie przepadam jednak za nimi, bo dla mnie ani to dobre, a już na pewno nie daje mi kopa. :D To ja już wolę dobrą, mocną kawę jak na mój kawoholizm przystało. Jednak w sumie ta też nie daje mi energii i piję ją wyłącznie dla smaku haha. Niemniej myślę, że ten też mogłabym ocenić wysoko, bo wydaje mi się jakiś taki ciekawszy niż te standardowe na rynku. Na plus też opakowanie, bardzo podobają mi się te stonowane kolory! :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Patrząc na skład - raczej nic superzłego ;) Widziałam zdecydowanie gorsze.. poza tym popatrz - MA WITAMINKI ;)
      Kawa to i moja rzecz, szczerze powiedziawszy piję jej zbyt dużo.. Zdecydowanie zbyt dużo :( Ale cóż, skoro lubię to nie mam zamiaru jej sobie odmawiać :>

      Usuń
  2. Oj, zdecydowanie nie dla mnie tego typu napoje. Za słodkie to, dziwne, sztuczne - dla mnie niesmaczne i nie sięgam po nie, ale szatę graficzną mają nawet ok :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Pamiętamy jak w czasach gimnazjum piło się na imprezach red-bule :P Wtedy nam to smakowało, nie powiemy, że nie :P Ale od tego czasu jakoś w ogóle nas takie trunki nie ciekawią :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Na imprezach ^^ huehuehuehue
      Ja tylko w sytuacjach kryzysowych po nie sięgam.. Czyli coraz częściej :)

      Usuń
  4. Kawę kocham i mogę pić dużo bez jakiś strasznych skutków, ale... po energetykach tak mi nawala krążenie, że szok! Cała się robię zimna, jak trup... Zdecydowanie nie dla mnie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. U mnie to już chyba gorzej być nie może ;)
      Ale w takim razie wiem dlaczego trzymasz się od nich z daleka :>

      Usuń
  5. Nigdy nie miałam energetyka w ustach i nie mam zamiaru ich próbować! Świństwo i to jeszcze uzależniające.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba nie ma co aż tak demonizować, jednak wiadomo - każdy ma swoje przekonania :)

      Usuń
  6. Puszki monster podobają mi się strasznie, kiedyś lubiłam, tak tak, jak miałam jakieś 12 lat >.<
    Ale nie tykam ich od ponad dwóch lat, jakoś nie mogę wziąć do buzi płynów innych niż woda, gorzka herbata czy kawa.

    OdpowiedzUsuń
  7. Dla mnie wszystkie energetyki smakują tak samo. Tańsze, droższe - ten sam smak. I nie będę kłamać, parę razy zdarzyło mi się wypić. Sesja, ciężki egzamin następnego dnia, a ja muszę przeczytać jeszcze jedną książkę. Piłam sam energetyk, mieszałam z Colą kawą jedną, drugą i... budziłam się o świcie z książką leżącą na podłodze. Nie działają, za bardzo nie smakują, a kosztują, więc darowałam sobie. Już chyba wolę Cole.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też zawsze to miałam, stąd moje zdziwienie - że dostałam coś innego :)
      Sesja rządzi się swoimi prawami, tam wszystkie chwyty dozwolone :p No i cola zawsze spoczko ;)

      Usuń
  8. Piłam może raz w życiu, nie potrzebuję na co dzień energetyków (nawet kawa mnie za bardzo pobudza i piję tylko jak muszę nie spać np. 2 noce i się uczyć czy coś takiego:))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj ja niestety się uodporniłam na działanie kawusi.. :( Więc zazdroszczę Ci, że masz po niej kopa!

      Usuń
  9. Ja nie pijam ani kawy, ani energetyków. No chyba że dają za darmo - kiedyś na uczelni zdarzyło mi się jednego dnia, w krótkim odstępie czasu być poczęstowana obydwoma tymi specjałami - kopnęły nieziemsko ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahahaha, za free to zrozumiała sprawa! Każdy by się połasił :D

      Usuń