niedziela, 23 sierpnia 2015

Hildebrand, Aleksandra (Czekoladowy Miś)

Nie wiem co piszę, co recenzuję. Tytuł wpisu jest dla mnie jedną wielką zagadką. "Internety" również mało mi pomogły w jej rozwiązaniu. Przymrużmy więc jedno oko, opcjonalnie "oka dwa" i potakujmy gdy ktoś spyta o poprawność, dopasowanie producenta do produktu, marki do produktu - czegokolwiek do czegokolwiek. Po apelu. :)

Miałam dziś nie przedłużać, bo i tak wiele mam do zaprezentowania. Jednak kurcze. Ostatnio zastanawiałam się, już kolejny raz z resztą, czym są dla mnie te moje skromne internetowe progi. "Słodkie Abstrakcje" bowiem, to miała być jedynie moja, powiedzmy.. Oaza spokoju i biuro leczenia uzależnień - a raczej leczenia, uznajmy, braku apetytu :). Doszłam jednak do wniosku, po jak zwykle niekrótkiej kontemplacji, że mój stosunek do tego miejsca ulega ciągłym zmianom. Pisanie - choć nie znam się na gramatyce, interpunkcji i innych cudach na kiju, jest jakąś tam moją.. Nie, to nie jest pasja. Ale pisanie, takie dla siebie, mnie rajcuje. Z resztą, gdyby miała być to pasja.. Chyba bezsensowna. Mistrz słowa ze mnie żaden. Blogowanie zajmuje mój czas, mniemam że to ostatnio najbardziej pożyteczna rzecz jaką czynię. Tu serdecznie pozdrawiam stos książek leżących przede mną i czekających aż zacznę pisać inżynierkę. . "Obiecuję, zajrzę i do Was - chyba ***** w przyszłym wcieleniu". Poza tym Słodkie Abstrakcje to miejsce spotkań. Tak! Mam tu styczność, co te dwa dni (jak mam kryzys to i raz w tygodniu, no bywa) z masą bardzo ciekawych osób. Czasem czuję się jak barman, no szkoda tylko wielka, że nie polewam. Skąd porównanie? Bo tak sobie siedzimy i gadamy. Z Waszych wpisów dowiaduję się ciekawych rzeczy o Was, Wy z moich.. No ja to się uzewnętrzniam jak nikt inny! Czytając komentarze też jestem w stanie Was sobie nakreślić. Wiec suma summarum - podchodzę do bloga bardziej emocjonalnie niż się tego spodziewałam, zżyłam się z nim - symbioza totalna, a przez niego z Wami. Nie fanami, czytelnikami .. A dobrymi kumplami. Tu adnotacja: tej części poprawiać nie będę - to kłębek myśli, który siedział w mojej głowie. Nieco jestem zagmatwanopoplątana. Kobieta.. I to jeszcze blondynka.

Myślę, że faktycznie nie mam co przedłużać. Niedziela jest - święta, odpocząć muszę! Dziś recenzja cukierachów od Czekoladowego Misia.








4 smaki, 4 testy - długa to będzie recenzja. Żebyśmy się nie zgubili, a raczej bym ja Was nie wywiodła w pole, przedstawię nieco układ dzisiejszego wpisu. Zbiorczo potraktuję opakowanie, wygląd zewnętrzny czekoladki, smak samej czekolady iii zapach. Resztę podzielę wedle kategorii: smaków. Co do kolejności - oj nie jest ona dowolna. Zaczęłam od kąsków według mnie najgorszych. Ale. O tym zaraz.

Co tyczy się opakowania, opakowań raczej. Nigdy chyba nie miałam okazji wspomnieć ale chwalę sobie takie właśnie formy sakw (a zawsze myślałam, że sakiew). Kremowe pakuneczki, w zależności od smaku zwieńczone innym kolorem. Sprawiały wrażenie eleganckich, na swój sposób wyniosłych, ekskluzywnych - z wyższej półki. Ale zaraz? Dlaczego jedna z nich jest zielona? Coś poszło nie tak.. Kilka moich zdań psu na budę. Jedno z opakowań totalnie mnie oczarowało. Tak, mówię o tym wykończonym różem.. Bądź też czerwienią. Suma summarum, bardzo mi się to podobało - każda z folijek była na swój sposób arcydziełem. Opakowanie przemawiało: "moja zawartość jest naprawdę warta uwagi".





I faktycznie, po krótkiej, rozkosznej chwili dziecięcej zabawy - w odklejanie naklejki i rozkręcanie papierka.. Dokopałam się, niczym górnik do węgla, do małej, uroczej, dość estetycznie wykonanej czekoladki. Oczywiście prezentowałaby się ona lepiej - jednak ja z całą moją gracją - wsadziłam w nią mój paluch. A że było gorąco, wszedł on niczym nóż w masło. :) Tak czy siak - czy nie wygląda to ładnie i obiecująco?

Całemu procederowi związanemu z otwarciem, otwarciem zaznaczę - każdej kolejnej czekoladki, towarzyszył alkoholowy, likierowy zapach. Za każdym razem, o dziwo, ten sam. Zapach czekolady, nienajpiękniejszy niestety łączył się z aromatem jakby orzechowym, migdałowym. Wiem - amaretto. Bardzo podobna woń. 

Jeśli chodzi o jej smak, czekolady oczywiście, mimo różnej zawartości masy kakaowej (od 35% do 50%).. Była ona taka sama. A raczej jej głównym smaczkiem był aromat tego, co skrywała ona w środku. Sama w sobie nie posiadała ona jakiejkolwiek nuty, którą można by było zawiesić na języku.. I to nie wypaczenie moich kubków smakowych, to najprawdziwsza - niestety - z prawd. Bezsmakowy, bezpłciowy wytwór. Może nieco kwaskowaty. Ale to tyle jeśli chodzi o atrakcje.



Malaga






Nienawidzę smaku "Malaga" - nie wiem co się na niego składa, z czego jest on zrobiony ale to piekielny pomiot. A fe. Jednak starałam się zresetować.. "Uspokój się, to może być dobre". Konsystencja ciemnego, kakaowego koloru kremu była ciekawa. Półpłynna, rzadkawa, maziowata. Smak. Słodki i gorzki jednocześnie.. Z jakże wyśmienitym posmakiem starej szafy. Najgorzej.



Szampańsko-pomarańczowa.






Opakowanie zwieńczone pomarańczem, a raczej smak jaki w sobie zawierało, nie kusiło mnie ani trochę. Szampan i pomarańcza? Cóż. Chyba nie było to dla mnie najsympatyczniejsze połączenie. Jasny, białawy krem znajdujący się w środku był tłustawy, nieco margarynowaty jeśli chodzi o konsystencję. Troszkę jak masło, które poleżało nieco poza lodówkowymi wrotami piekieł. W smaku, o tak , masa zdecydowanie pomarańczowa - powiedziałabym nawet "naciąganie pomarańczowa". W swej dziwacznej obrzydliwości to było po prostu spoko. Słodkokwaskowe, nieco alkoholowe (ale czy to szampan?)..



Waniliowo-wiśniowy






Krem identyczny, jeśli chodzi o strukturę, jak w przypadku sylwestrowej wersji. Może nieco było w nim takiej dziwnej proszkowatości, chropowatości. Nie był on jednolity, to napewno. Kolor? Szampański! Złotobeżowy. Bardzo ładny. Jeśli chodzi o smak - poprawny. Trochę jak sok wiśniowy, sprzedawany w każdym markecie, oczywiście z jakąś mlecznokremową nutą. Wanilii nie uświadczyłam, a sprawdziłaby się chyba.



Czekoladki z kawałkami orzechów






Z tym smakiem wiązałam swe nadzieje.. W nim widziałam ostatnią deskę ratunku. Krem koloru bladego, sinego jak me rączki beżu był rzadkawy, o konsystencji lekkiej puchowej panki. Taki.. Jak chmurka można rzec. Gdzieniegdzie znajdowały się drobineczki orzechów, które stanowiły ciekawe przełamanie tej totalnej lekkości - swego rodzaju zejście na ziemię. Smak orzechów? Owszem. Włoskich.. 

Podsumowując.. Niewiele się pomyliłam. 



Nazwa: Hildebrand, Aleksandra
Producent: Aleksandra Sp. z .o.o.
Skład: 
Waga: 
Wartość odżywcza (B/W/T)/100g: 
Kcal/100g: 
Gdzie kupić: Czekoladowy Miś
Cena: 13zł/0.5kg



Ocena: 
Waniliowo-wiśniowy 3/5
Czekoladki z kawałkami orzechów 3/5
Szampańsko-pomarańczowa 3/5
Malaga 0/5

43 komentarze:

  1. Co do wstępu ja powiem tak. Jeżeli tylko sprawia Ci coś przyjemność, to nieważne, czy jest poprawnie gramatycznie czy nie, ważne, abyś robiła to co lubisz, a całą resztę totalnie olać! :-) Mogłabyś nawet robić błąd ortograficzny nawet w każdym słowie i co z tego? Jeżeli lubisz pisać - PISZ! :* Ty rób to co robisz najlepiej czyli twórz dla nas recenzje, a my będziemy się zachwycać nimi i ślinić do pięknych zdjęć. :D Zresztą nie rozumiem skąd to Twoje narzekanie, bo bloga prowadzisz z każdym wpisem coraz lepiej, piszesz niesamowicie ciekawie co pisałam Ci już wielokrotnie.
    Czekoladki hmm. Takich pralinek to zazwyczaj nie lubię - złe wspomnienie z dzieciństwa. Kojarzą mi się wyłącznie z ciemnymi z likierem wiśniowym, fee. Te jednak mają muszę przyznać nietypowe smaki, więc chętnie bym spróbowała każdego. Pewnie oceniłabym je dosyć podobnie, największe nadzieje wiązałabym z orzechami i czymkolwiek co ma wanilię w składzie. :D Malagę chyba kiedyś jadłam, ale jako że nie pamiętam to chyba mnie jakoś szczególnie nie oczarowała. :D Pomarańcza brzmi też ciekawie tylko gdzie ten szampan? Ogólnie spodziewałam się, że oceny takie wyjdą, choć liczyłam po cichu, że a może jednak będą lepsze. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne, będę pisać ;) Dziękuję za miłe słowa! :) Miód na serduszko :)
      Też nie lubię tych z wiśnią :) :/

      Też liczyłam na coś pysznego :)

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. Fue :D Z czego oni to robią? Idę zapytać google!

      Usuń
  3. Nigdy ich nie próbowałam,dzięki za informacje;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Super, że sprawia Ci to przyjemność, rób to co lubisz, tym bardziej że świetnie Ci to wychodzi, nam przyjemność sprawia czytanie zarówno tych bardziej, jak i mniej smacznych produktów ;)

    A jeśli chodzi o czekoladki to malagi nie cierpię, konsystencja nadzienia najbardziej podoba mi się w Szampańsko-pomarańczowej, lecz smak, pewnie jedyny jaki by mi pasował to ostatni - orzechowy, za takimi pralinkami nie przepadam ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Yeeey, będę pisać w takim razie ;)
      Malaga to chyba jeden z tych smaków który się kocha lub nienawidzi ;) Ja pralinki kocham.. Ale te.. Cóż. Są wyjątki od reguły :)

      Usuń
  5. Malaga a któż to okropieństwo wymyślił ? ten osobnik powinien jeść codziennie tylko wyroby o smaku malagi może by mu skutecznie zbrzydły . Cukierki słabiutkie oj bardzo słabiutkie.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wiem, ale powinien zostać za to skazany ;)
      Niestety muszę przyznać rację. Bez polotu :)

      Usuń
  6. Ze wszystkich smaków to pewnie jako tako smakowałby nam ten ostatni ;) Malagi nienawidzimy, pomarańczowe nuty w słodyczach to zło a jak jeszcze dołączymy alkohol to istne piekło :P A wanilii bardzo lubimy ale taką naturalną bardzo aromatyczną :)

    "Obnażaj" nam się tutaj dalej kumpelko :D Przed nami nie musisz się krępować :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Cieszę się, że podzielacie moje zdanie co do ostatniego smaku. ;)
      Będę Was więc wszystkich obarczać moim życiem częściej :)

      Usuń
  7. Znam je doskonale! Wredne, małe słabe...tak je pamiętam :D Paskudna czekolada i równie ohydne nadzienie to jedyne wspomnienia z nimi związane.

    OdpowiedzUsuń
  8. Tak patrząc na te cukierki to mam przed oczami mało smakowite cukierki z najtańszej półki cenowej. Zjeść się zje, ale bez żadnej przyjemności, a por koniec wręcz z lekkim wstrętem

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Zjeść się zje" - tu bym polemizowała :)

      Usuń
  9. najwazniejsze to robic w zyciu to co nas "jara" :D ja tez wiele rzeczy odkladam bo przeciez jeszcze miesiac wakacji xD

    wszystko co orzechowe mnie zawsze kusi no moze na pierwszym miejscu postawilabym kawowe, ale nigdy nie wisiały u mojej cioci na choince. Pierwszy raz je widze :3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja już nie będę odkładać, dziś coś napiszę ! :)
      Nie musisz na nie więcej spogladać - nic smacznego :)

      Usuń
  10. W sumie to każdy smak wydawał się zachęcająco, szkoda że tak kiepski wypadły. A propos "szampańsko-pomarańczowy" przeczytałam jako "szamańko" i zdziwiłam się z początku, co to za smak. :p

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Głodna byłaś ? :D
      Smaki ciekawe, wykonanie.. Nawet również. A tu ściana jeśli chodzi o smaczek !

      Usuń
  11. awww.... serce mi ścisnęło jak przeczytałam ten wstęp! Bo ja również myślałam, że założę bloga i tylko wstawiać będę od czasu do czasu jakieś żarcie, a tak się zżyłam z ludzmi że aż sama siebie ganię! Za wielgachne serce mam >.< Moja blondyneczka :* :) Możesz zawsze tak przedłużac we wstępach jeżeli będą takie kochane! Zresztą wszystkie w twoim wykonaniu są wspaniałe ^^ ale to już wiesz :) A współpracy i tak zazdroszczę i tak :* :) Jestem z Ciebie mega dumna poza tym.... widzę potworną różnicę twojego stosunku do jedzenia.... dziękuję! Moje serce się raduje kiedy zdrowiejesz w oczach! ^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ufff, dobrze że nie tylko ja tak mam! :) Ulżyło mi! :) Wstępy zależą od weny, jest wena są i one ;)
      Współpraca cudowna, nie mam co narzekać. Próbuję nowości a to najfajniejsze :)
      Myślisz że zdrowieję? Mam nadzieję :)

      Usuń
    2. Tak myślę i nawet mam dowody :D :*

      Usuń
    3. dawaj notkę i nie ma przeproś! Klaroooo! Czy ty słyszysz co ja do Ciebie piszę... kurde no nie xDD

      Usuń
  12. Wstęp szczery i uroczy :) Im wincyj takich tym lepiej! :P
    Sama dopiero wdrażam się w tą blogosferę, ale coraz bardziej mi się tu podoba :]
    A cukierki zdecydowanie nie są w moim typie, to raczej kategoria: "nie bierz, nawet jak cię ciocia poczęstuje" :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Postaram sie takie dziergać :)
      Blogsfera to cudowne miejsce, pełne radości i przede wszystkim usiane niesamowitymi osobami :)
      Hahahaha :D To właśnie ten typ :D

      Usuń
  13. Jakie fajne czekoladki *.* Ja z chęcią spróbowałabym "czekoladki z kawałkami orzechów" :)
    Ja lubię swojego bloga i też się z nim zżyłam. Chociaż na początku myślałam, że posty będą pojawiać się codziennie, to ostatnio doszłam do wniosku, że lepsze są co 1-2 dni ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zjadliwa, można przełknąć ;)
      Ja dodaję co 1-2 dni.. Czasem i więcej i to jest super ;) Zdążycie zatęsknić :D

      Usuń
  14. Też lubię taką formę czekoladek :). Szkoda tylko, że naprawdę nieliczne zasługują na choćby odrobinkę uwagi.. :(

    OdpowiedzUsuń
  15. Zobaczysz - prędzej czy później nie będziesz mogła bez bloga żyć. ;)
    Pisze Ci to osoba, która bloguje od kilku lat...
    Wiedziałam, ze znowu coś zamówiłaś. :D
    Z kawałkami orzechów bym może spróbowała, a tak to chyba tylko fajnie wyglądają.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oby i tak było .. W sumie, no troszkę tak jest :)
      Wyglądać - wyglądają.. Ale smak.. Oooo :/

      Usuń
  16. Ja nie wiem co masz z tymi wstępami, ale są, jakieś takie… genialne? Prawdziwe - to na pewno. ;) Czytając je mam wrażenie, że siedzisz obok mnie i po prostu mówisz. A taki przekaz… hmm, to zdecydowanie nie jest łatwa rzecz i nie każdemu się ona udaje. Świetne jest to, że jesteś tu, tak jakby, sobą? Nie ma jakiejś sztuczności, robienia czegoś na siłę, przynajmniej tak to odbieram. ;)

    A co do samych pralinek, raczej nie skusiłabym się na nie, nawet gdyby ktoś częstował.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie takie mają być, bez względnego nadęcia ;)
      Ja bym się na nie nabrała, opakowania są świetne. Szkoda, że nie idzie to w parze z całą resztą :)

      Usuń
  17. Dokładnie wstępy są mocne u Ciebie :) Bardzo lubię tematykę Twojego bloga, gdy mam ochotę na coś dobrego szczególnie ;). Wiem jedno tych czekoladek nie będę już próbować :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hahaha :D Tak tak, lepiej w ciemno nie kupować, są tacy którzy piszą się na ustne katusze :)
      Ciesze się, że Ci się u mnie podoba! :)

      Usuń
  18. Nawet nie wyglądają kusząco...

    http://worshipingmornings.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  19. Próbowałam i mam podobne odczucia. Dla mnie, na ciekawym papierku kończą się zalety. Cała reszta zrobiona jest na tzw. jedno kopyto.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakby do jednego bazowego cukierka dodać inne aromaty. Chyba wiem o czym mowa :)

      Usuń