niedziela, 17 maja 2015

Confiserie, Verpoorten Chocolade

Tytuł posta, który wprowadziłam jest dla mnie zagadką. Nawet nie wiem czy poprawnie spisałam producenta i nazwę niemieckiej czekolady (o ile jest ona zza zachodniej granicy). Mój język niemiecki jest na poziomie zero, nigdy się go nie uczyłam. I mimo iż w moja krew jest w jakiejś części niemiecka - moja Prababcia była niemką (dlatego jestem taka.. sami wiecie co się mówi), ni w ząb nie umiem nic powiedzieć czy przeczytać. Tak czy siak, nawet nie mam czasu sprawdzać, rozwodzić się. Więc jeśli komuś zależy, zapraszam do googlania. Idzie sesja, a nie :)







Przechodząc do samej czekolady, muszę przyznać ,że kupiłam ją w okazyjnej cenie 5.99zł. Leżała biedna na kauflandowskiej półce z przecenami z powodu nieco zgniecionego opakowania. Data ok - stwierdziłam biorę. Zwłaszcza, że kiedy mijałam ją na półce ze słodyczami od razu wpadła mi w oko. Zachowuję jednak jeszcze resztki zdrowego rozsądku. Kiedy mam kryzys, nie wydaję 12 zł na tabliczkę.

Obok tego opakowania nie da się przejść obojętnie. Żółty kolor kartonika sprawia, że czekolada jest swoistym centrum uwagi (o ile nie wszechświata). Wizualnie jest bardzo dobrze. Ładnie, prosto, estetycznie.






Środek już w ogóle mnie zaskoczył, ba zrobił ogromne wrażenie.  Już dawno nie widziałam tak ładnego opakowania. Czyżby cena robiła swoje? Połyskujące złoto, piękny brązowy napis.. Nic tylko otwierać!

Kiedy tylko rozdarłam złotko poczułam mocny adwokatowy zapach, bardzo intensywny, nieco spirytusowy. Nie przeraziłam się, bardzo lubię jajeczne likiery. 






Wyjęłam. Patrzę. No nie! Trzymanie czekolad w najgorętszym pomieszczeniu w domu (w moim pokoju) to błąd - już się poprawiłam. Mimo wszystko, byłam smutna.

Okazało się, że prócz tego, iż moja czekolada się nieco "popsuła" to jeszcze przełamana była na pół. Me serce krwawiło. Tyle zła.. Tak czy siak, dzięki kartonowej podstawce trzymała się kupy. Popatrzyłam na nią - prosta, piętnastokostkowa czekolada. (Czy warto dać za nią 12 zł?)

Kosteczki bardzo łatwo się rozdzielały, robiąc to z głośnym trzaskiem (to mleczna czekolada!). Były koloru jasnego, karmelowego nieco brązu. Po przekrojeniu ujrzałam wreszcie "serce", na które tak długo czekałam - adwokat. Tylko dlaczego w formie białobeżowego zbitego kremu? To nie było to czego oczekiwałam. Czekoladę bardzo łatwo było oddzielić od wnętrza. Rozpuszczała się w buzi, była aksamitna i delikatna. Bardzo kremowa. Jednak co dziwne, nie miała smaku, nie była czekoladowa, kakaowa - słodka owszem. Przeszła natomiast aromatem alkoholu. Biała masa była równie cukrowa, jak na adwokat mało spirytusowa. Można było w niej poczuć drobiny cukru. 

Jeśli miałabym być szczera, a zawsze tu jestem.. Nie nazwałabym ją "adwokatową", a alkoholowo-cukrową, po prostu. Całość jest słodka ale to tyle. 

By dokładnie ją opisać, musiałam zjeść pół tabliczki - świadczy to o tym iż jest mało wyraźna. No i zagadka dnia.. Gdzie ta trufla?






Nazwa: Confiserie, Verpoorten Chocolade
Producent: RC - Confiserie GmbH
Skład: cukier, tłuszcz kakaowy, mleko w proszku pełne, likier jajeczny (44% likieru nadzieniu), masa kakaowa, aromaty, syrop glukozowy, laktoza, emulgator (lecytyna sojowa), substancja utrzymująca wilgoć: inwertaza, substancja zagęszczająca: agar. Może zawierać śladowe ilości pistacji, migdałów i orzechów.
Waga: 100g
Wartość odżywcza (B/W/T)/100g: 7/50/32
Kcal/100g: 526
Gdzie kupić: Kaufland
Cena: 5.99zł (cena regularna 11.99zł -chyba)




Ocena: 1.5/5

28 komentarzy:

  1. ... opakowanie, a szczególnie ta trufla robi wrażenie... szkoda, że jednak nie przełożyli tego smaku, bo już mi się oczka zaczęły lśnić :) oooo ja też kocham likiery jajeczne! kolejna z nielicznych osób, która toleruje alkohol tu na blogosferze :D szkoda tylko, że czekolada nie oddała i tego smaku słodyczy likieru...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo szkoda :/ I trufli i adwokatu.
      Hohoho mój ziom! :)

      Usuń
  2. Kiedy zobaczyłam tytuł, pierwsze zdjęcie, pomyślałam: "skąd ona bierze takie czekolady?! CHCĘ!"
    Zaczęłam czytać... Adwokatowa trufla... dobre sobie. Chyba chodziło o konsystencję tego nadzienia, że to niby trufla, a nie coś płynnego, czy krem. Alkoholowo-cukrowa za 12 zł? Nie zauważyli, że cena cukru w ostatnich czasach nie jest już taka wysoka? :P
    Nie powiem, że cieszę się z Twojego nieszczęścia, ale też nie żałuję, że nigdy jej nie widziałam (a i jednak jej już nie chcę), skoro ma tylko 1.5.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Faktycznie, nie chcesz :) Gra nie warta świeczki a czekolada pieniędzy. Za taką kwotę można kupić coś lepszego, znacznie lepszego :)

      Usuń
  3. Faktycznie ładne opakowanie, zdecydowanie przyciąga wzrok. Po otwarciu też mi się podoba bo mało kostek za to w pokaźnym rozmiarze. Niestety czekolada nie dla mnie, bo z alkoholem, a tego nie znoszę w słodyczach. Likier jajeczny próbowałam raz i miał bardzo ciekawy smak ale mocny był jak cholera. :D Ja za produktami adwokatowymi średnio przepadam z wyżej wspomnianego powodu ale są wyjątki, bo np. ciastka kardynałki mi smakują (haha, wiem Olga, że to Twoje ukochane ciastka, czekam aż mnie poprzesz :D). Stąd może i z tą czekoladą nie byłoby tak źle, jednak musiałby ktoś kupić mi ją albo poczęstować. Sama nie kupię, bo to zbyt problematyczny dla mnie produkt. :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :/ Ja adwokat w słodyczach zniosę, za to likieru wiśniowego.. Ooooo fu :/

      Usuń
    2. Popieram, Kardynałki z adwokatem mają absolutnego unicorna!

      Usuń
    3. Że ja jeszcze ich nie jadłam :)

      Usuń
  4. Wygląda ciekawie, no ale skoro taka ocena to nie będę się za nią rozglądać. ;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak dla mnie na plus to to,że nie jest płynne nadzienie bo tego nie znoszę:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie chodziło mi o totalnie płynne nadzienie ale półpłynne. :) Sama nie lubię tych całkiem wodnistych :)

      Usuń
  6. Brrr, alkoholowe nadzienia precz! xD Nawet za dwa złote byśmy jej nie wzięły i z tego co widzimy dużo byśmy nie straciły :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehehe :) Czyżbyście nie lubiły alkoholu ? :)

      Usuń
    2. Pod żadną postacią. Z tego powodu nawet "obraziłyśmy" się na te nowe wafelki Lusette, bo mleczna wersja ma w sobie alkohol!

      Usuń
  7. No owszem, nie przeszłabym obojętnie obok niej. Na widok butelki na opakowaniu skrzywiłabym się z niesmakiem ;)
    A opis brzmi tak, że mogę tylko współczuć nieszczęsnym kubkom smakowym.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Saaaama sobie współczuję :)
      Widzę że więcej mamy przeciwników niż zwolenników alkoholowego nadzienia :)

      Usuń
  8. Czekolada i alkohol? Czekolada i smak alkoholu? Cokolwiek i smak alkoholu? Nie! Fuuuuj :P

    OdpowiedzUsuń
  9. Kurde, a po opakowaniu i zapowiadanym smaku też bym się skusiła, tym bardziej, że promocję zrobiono. Myślę, że byłabym dla niej nieco łaskawsza, bo tęsknię za alkoholem, ale kurde... musi być naprawdę cukrowa i bezsmakowa, że tak od Ciebie oberwała.
    P.S. Ty ciągle trafiasz na paskudztwa, biedna :P ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety nie zasłużyła na wyższą ocenę :)
      To jest właśnie mój życiowy fart :D

      Usuń
  10. szkoda, że okazała się tak słaba, bo opakowanie faktycznie kusiło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Również byłam niezmiernie zawiedziona ;(

      Usuń
  11. Opakowanie fakt robi smaka ale na tym właśnie polega, że jemu najpierw wzrokiem a pózniej to jest albo miła albo niemiła niespodzianka ))))
    Niemcy słynna z dobrej jakości czekolad choć ta nie przypadła mi również do gustu jak na niemiecki wyrób. Ale! Polacy nie gęsi swój język/wyrób czekolad lublin też mamy. A tutaj pare innych niemieckich czekoladowych wyrobów http://www.sic-egazeta.amu.edu.pl/index.php?t=2737

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie! Producenci robią nas w oko! :)
      Jestem zdania że zachód Europy przoduje jeśli chodzi o czekolady, ich smak, konsystencję.. Achh. No niestety są wyjątki od reguły. Oto właśnie jeden z nich :)

      Usuń
  12. Pierwszy raz widzę tą czekoladę! Pewnie dlatego, że w swoim 25-letnim życiu byłam może z trzy razy w Kauflandzie. Próbuję sobie wyobrazić smak tej czekolady i chyba to czuję, zwłaszcza po Twoim opisie. Nic wyjątkowego... Lindt miał kiedyś podobne czekolady: http://theobrominum-overdose.blogspot.com/2013/04/lindt-zabaione-mleczna-nadziewana.html i http://theobrominum-overdose.blogspot.com/2012/08/blog-post_31.html . Wspominam je dość dobrze, choć jak na Lindta szału nie było.

    OdpowiedzUsuń
  13. Nie musisz jej jeść na serio :) Była ... Obrzydliwa? :)
    Już czytam Twoje wypociny :)

    OdpowiedzUsuń